Ludzie za życia wydają się inni niż wówczas‚ kiedy już ich nie ma wśród nas. Często‚ mając poczucie ważności tego‚ co robią‚ pozostawiają potomnym dodatkowo spuściznę gromadzoną latami i trzymaną pod kluczem. Bywa‚ że przez nieroztropność dysponentów owego majątku rzeczy uznane za mało wartościowe znikają. Czasami jednak szczęśliwe zbiegi okoliczności‚ fascynacja osobą i determinacja wielu ludzi prowadzi do uchronienia archiwum. Taka szczęśliwa sytuacja ma miejsce w przypadku Zbigniewa Herberta

Od lat badacze jego twórczości literackiej poznają archiwalną materię pozostawioną przez poetę. Konteksty historyczne‚ drobne akcydenty, odnotowane przezeń w listach czy notkach, pozwalają spojrzeć na jego pisarstwo z innej perspektywy. Dzięki temu obraz Herberta staje się znacznie ciekawszy i bogatszy.

Nie tak dawno‚ w tomie poświęconym Herbertowi „Czułość dla Minotaura”‚ autorka jednego z artykułów Magdalena Cicha‚ idąc tropem korespondencji z podróży‚ odsłoniła prywatny aspekt podróżowania poety i jego fascynacje artystyczne‚ ba‚ determinację‚ z jaką dążył‚ żeby zobaczyć ukochany przez siebie świat europejskiej cywilizacji. Na okładce książki widnieje fragment rysunku Herberta wykonany w 1975 roku‚ przedstawiający Tezeusza i Minotaura‚ najprawdopodobniej przerys z jakiejś helleńskiej wazy. Nasuwa się pytanie: co wiemy o Herbercie rysowniku? Czasami z pamięci przywołujemy poetów piszących i rysujących‚ piszących i malujących. Pasje niektórych znane były za ich życia‚ jak na przykład Brunonia Schulza‚ o zainteresowaniach innych dowiadujemy się po ich śmierci‚ jak o malarstwie i rysunkach Stanisława Grochowiaka. Niekiedy nie wiemy nic. Przypominam sobie pokazywaną mi przed laty przez Edwarda Stachurę serię rysunków z Meksyku. Czy wiadomo‚ co się z nimi stało?

Herbert rysownik! To‚ że rysował‚ nie powinno budzić zdziwienia. Sugerowały to jego wyjątkowe zainteresowanie sztuką‚ wyrafinowane poczucie estetyki i na dodatek liczne podróże. Wielu wykonuje szybkie rysunkowe zapiski‚ żeby uchronić coś przed zapomnieniem. Zastanawiające jednak‚ że Herbert rysował bardzo dużo.

W Archiwum Herberta jest ponad ćwierć tysiąca szkicowników i zeszytów‚ ponadto liczne teczki z notatkami i rysunkami poświęcone konkretnym artystom‚ którymi się zajmował. Rysował właściwie nieprzerwanie od 1958 roku do śmierci. Ten czterdziestoletni dorobek jest bardzo zróżnicowany. Wiele rysunków to pospieszne zapisy otaczającej poetę rzeczywistości. To odkrywanie na nowo ulubionych miejsc‚ ze świadomością‚ że następne doświadczenie może być inne. Rysunek ma na celu oddanie atmosfery‚ nastroju‚ wizualnego wrażenia. W wyjątkowych sytuacjach staje się dokumentacją miejsca. Znaczną liczbę szkicowników zajmują te z podróży do Grecji‚ cenionej przez Herberta z wielu powodów. Wiele jest zapisów z wyjazdów do Italii‚ choć‚ jak można się domyślać‚ nie jest to zbiór pełny. Obszary pozaśródziemnomorskie fascynują go pod względem krajobrazowym w stopniu znacznie mniejszym. Rysuje i utrwala polskie regiony‚ zwłaszcza Kazimierz. Wiele rysowanych notatek stanowią jednak zapisy patrzenia na dzieła sztuki. Ogląda architekturę‚ rzeźbę‚ analizuje malarstwo włoskie‚ niderlandzkie (chodzi też o flamandzkie i holenderskie).

Zdolność widzenia

Zmarły w 2001 roku znakomity rysownik i grafik Jerzy Panek w wywiadzie udzielonym redakcji „Projektu” w 1975 roku na temat swojej koncepcji rysowania powiedział między innymi: „sztuka dzieli się na taką‚ która rodzi się ze zdolności widzenia‚ i taką‚ która powstaje z projektowania”. Herbertowskie rysunki przynależą w przytłaczającej części do tej pierwszej kategorii‚ choć‚ skracając słowa Panka z tej samej wypowiedzi‚ należy dodać‚ że często analiza robiona jest z drwiną‚ ironicznym komentarzem rzeczywistości‚ przekorą i poczuciem humoru, które przynależą do polskiej tradycji. Herbert poszukuje dróg do „własnego zobaczenia rzeczywistości”‚ sięga po różne możliwości repertuarowe. Do najważniejszych należały od samego początku nieodwracalne techniki stosowane przede wszystkim w pisarstwie. Ich nieodwracalność polega na tym‚ że korzystanie z nich wyklucza możliwość korekty. Herbet najchętniej używał długopisów‚ flamastrów‚ cienkopisów. Znacznie później‚ w związku z zainteresowaniem mistrzami holenderskimi‚ poszerzył swój wachlarz technik‚ ale i tak nowo nabyte umiejętności wykorzystywał w ograniczonym zakresie. Chodzi głównie o preferowane przez Rembrandta rysowanie piórkiem i pędzelkiem oraz lawowanie (lawowanie – technika podkreślania plastyczności rysunku przez uzupełnianie go kolorem, rozrzedzonym tuszem lub farbką wodną). Na niewielu zapisach pojawiają się tak powszechne techniki rysunkowe‚ jak ołówek i kredka. Ta konstatacja skłania do sformułowania stwierdzenia‚ że Herbert rysunkami opisywał i doopisywał doświadczaną przez siebie rzeczywistość‚ która nie jest w jego pracach li tylko mimetycznym zapisem. Korzystanie z długopisu czy cienkopisu pozwalało mu jednocześnie robić notatki tekstowe. Niekiedy wśród kresek pojawiają się pomysły na wiersz‚ przemyślenia‚ które miały być potrzebne do dalszej pisarskiej roboty.

Zrozumieć malarską maszynę

Nie ulega wątpliwości‚ że Herbert lubił rysować‚ traktował to jako element dopełniający jego proces obserwacji. W momencie‚ kiedy wzrok przykuwał niezwykły‚ wychodzący ponad przeciętność widok‚ następowała seria zapisów przypominających stroboskopowe sekwencje. W trakcie obserwacji Herbert „oglądał” rysowane fragmenty i detale z różnych odległości.

W „Rozpłatanym wołu” według Rembrandta mamy przykład analizy maszyny malarskiej. Poeta koncentruje się na samym przedstawieniu‚ wypreparowując tytułowego wołu zawieszonego na podciągu i ignorując manifestacyjnie tło. Używając czarnej i brązowej kredki‚ piórka z brązowym i ciemnobrązowym atramentem oraz wyschniętego flamastra usiłuje oddać najważniejsze cechy Rembrandta… rysownika. Zastosowana tutaj technika wyraźnie wskazuje na związki z rysowniczymi eksperymentami mistrza z Amsterdamu. Zrozumieć „machinę” oznacza więc pójście do wyimaginowanego początku‚ tropem Rembrandta‚ aż do nieistniejącego szkicu do obrazu „Rozpłatany wół”. Poczucie duchowego pokrewieństwa z wielkim mistrzem malarstwa holenderskiego (wiem‚ jak on to robił) ma w sobie coś z megalomanii.

Nastrojowe pejzaże

Według innych zasad rysuje Herbert pejzaże. Oglądając w czasie licznych podróży fascynujące miejsca‚ usiłuje budować nastrój‚ jak – przykładowo – w sennej greckiej wiosce. Nostalgiczną dokumentację wzmaga „szerokokątne” spojrzenie‚ które przynosi kompozycji efekt rybiego oka. Odnosi się wrażenie‚ że rysownik jest wewnątrz obserwowanego miejsca. Puste krzesło na planie pierwszym zwiastuje opowiadanie o przepływającym czasie. W głębi‚ po lewej stronie przed tawerną dostrzegalne są wolne siedziska i uchwycona kilkoma punktami sylwetka mężczyzny w kapeluszu. Kształty jedynej żywej postaci odnotowanej przez rysownika zbliżają się do zarysów krzesła. „Ukrzesłowienie” świadka miasteczka‚ bezruch opisywanego fragmentu przywodzą skojarzenia zarówno z popołudniową sjestą‚ jak i zastygłym czasem. Chciałoby się powiedzieć‚ że w tym miasteczku historia zatrzymała się przed laty.

Z odmiennego punktu rozpoczyna Herbert kompozycję przedstawiającą wyspę St. Michel. Ten malowniczy zakątek Francji zainspirował poetę do rysunku przedstawiającego wieżopodobną budowlę, wzniesioną na walcowatej górze. Na pierwszy rzut oka kompozycja sprawia wrażenie naiwnej‚ będącej efektem naśladowania średniowiecznych widoków i map. W górnej partii widać kilka pomyłkowo wykonanych kresek‚ porzuconych i „zduszonych” nowymi pociągnięciami długopisu. Wyrastająca ponad nieokreślonym podłożem skomplikowana budowla w wydaniu Herberta przypomina raczej wieżę Babel‚ w której poszczególnym domkom przydane zostały organiczne cechy. Wyspa św. Michała zdaje się być bardziej wynurzającym się z oceanu ludzkim uniwersum‚ stłoczonym‚ pozbawionym możności ucieczki‚ aniżeli będącą obiektem turystycznych wycieczek atrakcją.

Wydzieranie tajemnicy

Co znaczy Herbertowskie czytanie obrazu mistrza‚ pozwalają wyjaśnić kolejne podejścia do „Dziewczyny z perłą” Vermeera van Delft. Ten obraz liczący niewiele ponad 45 cm wysokości wykonany jest niezwykle oszczędnie.

Na neutralnym ciemnobrązowym tle ukazany jest biust młodej dziewczyny z partią korpusu oddaną z boku i głową zwróconą na trzy czwarte w stronę oglądającego. W obrazie dominują żółcienie w różnych tonacjach. W tej barwie malowany jest kubrak‚ karnacja portretowanej oraz węzeł i zwis wyrafinowanego nakrycia głowy, przypominającego turban. Złamany bielą błękit oddaje szarfę turbanu okalającą głowę i stanowiącą wizualne wydzielenie twarzy. Od spodu podobny efekt daje biały brzeg kołnierza bluzki. Twarz‚ malowana miękko‚ tak‚ iż wydaje się‚ że malarz unika konturów‚ jest wyrazista i tajemnicza zarazem: białka oczu‚ brązowe tęczówki i czarne źrenice‚ róż ust oraz niepokojąco pobłyskująca perła‚ w której żółcienie mieszają się z bielami. Oto cały skład obrazu.

A jednak Herbert kilkakrotnie podchodził do niego‚ próbując wydrzeć mu tajemnicę. Pierwszy rysunek przypomina rodzaj analizy części składowych‚ w drugim poeta próbuje uchwycić obecność nieistniejących konturów‚ w trzecim skupia się na twarzy.

Poszczególne rysunki wykonywane są w specyficzny sposób. Herbert często zapatrzony w obraz nie kontroluje tego‚ co jego ręka zapisuje na kartce. Szkic powstaje niczym rodzaj duchowego „wizjogramu” – rozumianego jako zapis tego‚ co się właśnie ogląda. Efekt rysowania jest nieco mechaniczny‚ co przywodzi na myśl zdjęcia obrazów poddane różnym prześwietleniom czy oświetleniom. Zdjęcia rentgenowskie‚ w ultrafiolecie czy podczerwieni wyglądają zupełnie inaczej od tych‚ które oglądamy w albumach z reprodukcjami. Zdjęcia wnętrza i duszy robi się po to‚ żeby podążyć drogą artysty. Seria rysunków „Dziewczyny z perłą” spełnia właśnie podobne zadanie.

Tadeusz J. Żuchowski
/Tekst opublikowany w „Rzeczpospolitej” XI.2005/