II „Herbertiada” …i wlec za sobą cień poległych

Herbertiada, wymyślona i stworzona przez Katarzynę Pechman, po udanym debiucie w grudniu 2000 (odnotowanym w ,,ZL” 74), już we wrześniu (15-16 ) 2001 doczekała się drugiej edycji. Pod patronatem Katarzyny Herbert, marszałka Sejmu, premiera, ministra kultury, władz miasta i ogólnopolskich mediów — szczęśliwie nie stała się nadętą akademią. Pozostała spotkaniem z żywym słowem Poety. Jak w poprzednim, także w tym roku Herbertiada miała dwa składniki. Pierwszym był konkurs recytacji utworów Herberta dla młodzieży licealnej Pomorza Zachodniego (podobno za rok ma mieć zasięg ogólnokrajowy). 33 recytatorów zaprezentowało nie najgorszy poziom, zwycięzcy — wręcz znakomity. Jury (Emilia Krakowska, Agnieszka Fatyga, Magdalena Gauer, Wojciech Wysocki, Igor Michalski) na grodziło i wyróżniło ośmioro wykonawców. Trzy pierwsze nagrody — cenne statuetki — otrzymali: Marcin Gargas za interpretację Domysłów na temat Barabasza oraz Katarzyna Andrzejewska (uwaga: poetka!) i Magdalena Krause. Następnego dnia, podczas koncertu, organizatorzy wręczyli nagrody, a także zaprezentowali płytę CD z recytacjami laureatów, nagraną rano w studiu Radia Kołobrzeg.

Drugi składnik imprezy to koncerty i spektakle. Nieduża widownia garnizonowego kina Piast pękała w szwach. Jedyną lepszą salę w mieście — kino Wybrzeże — zablokowały premierowe pokazy Quo vadis.

Najpierw wystąpiła Ewa Błaszczyk, która z wdziękiem, lekkością i, niestety, nieco za szybko czytała teksty Herberta (wybór własny aktorki). Potem na scenie pojawił się Przemysław Gintrowski. Oprócz wierszy z płyty Odpowiedź zaśpiewał jeszcze Raport z oblężonego miasta i, na koniec, po raz pierwszy publicznie, Tren Fortynbrasa. Dał o sobie znać kontekst ostatnich wydarzeń, rzecz działa się cztery dni po ataku na WTC. Przemysław Gintrowski zaśpiewał U wrót doliny – wizję Sądu Ostatecznego, samotności i bezpowrotności umierania. Zaśpiewał i zapłakał. I nie był w tym płaczu sam. Tu nieśmiała od siebie uwaga: cios w Manhattan to jeden z tych faktów, od których sypie się i kruszy poezja miałka i byle jaka. Nie dotyczy to wierszy Herberta, które w mroku ostatnich wydarzeń nabierają jeszcze więcej mocy i blasku. Bardziej niż U wrót doliny wstrząsnęła mną melodia Do Marka Aurelego: ,,to lęk odwieczny ciemny lęk / o kruchy ludzki ląd zaczyna / bić […] cóż nam — […] / gryźć palce szukać próżnych słów / i wlec za sobą cień poległych”.

Drugiego dnia występy, które swą obecnością zaszczyciła Katarzyna Herbert, zaczęły się od Siódmego anioła — spektaklu odwołanego podczas pierwszej Herbertiady. Pięcioro aktorów Teatru Narodowego (Chodakowska, Landowska, Bonaszewski, Kolberger, Lewandowski), głos Herberta z taśmy, Herbertowskie komentarze odczytane przez Piotra Kłoczowskiego. Wiersze Herberta w jego wyborze i układzie. I wybrane przez niego wiersze mistrzów: Kochanowskiego, Kar pińskiego, Słowackiego, Gajcego i Baczyńskiego. Wyznanie poetyckiej wiary i testament (warszawska premiera Siódmego anioła odbyła się dwa miesiące przed śmiercią Herberta).

Po wręczeniu statuetek młodym recytatorom nastąpił ostatni akt Herbertiady – recital Jacka Kaczmarskiego. Hm… nieunikniona stała się konfrontacja tekstów Kaczmarskiego z poezją Herberta.

Imprezie towarzyszyło solidnie wyposażone stoisko wydawnicze. Tomiki, inedita, nagrania Gintrowskiego, Kaczmarskiego i samego Herberta, ,,Ze szyty Literackie”, piękny plakat imprezy i program z esejem Rafała A. Ziemkiewicza. Zanosi się na to, że Herbertiada wrośnie w pejzaż kulturalny Kołobrzegu, stając się jednym z najjaśniejszych zjawisk.(ww)

Fot. Jerzy Błażyński