III „Herbertiada” – nie wstając z krzesła

14 i 15 września 2002 miało miejsce w Kołobrzegu wydarzenie, chyba najbardziej prestiżowe w kalendarzu kulturalnym tego miasta. Szczególnego blasku dodała Herbertiadzie obecność żony zmarłego cztery lata temu poety, Katarzyny Herbert, oraz jego siostry, Haliny Herbert-Żebrowskiej. Trzeci przegląd twórczości Zbigniewa Herberta to impreza o trzech zasadniczych składowych: konkursowej, artystycznej i, nazwijmy to, okolicznościowej (za rok zapowiada się jeszcze „składowa” naukowa).

KONKURS

Konkurs recytacji poezji Zbigniewa Herberta towarzyszy przeglądowi od trzech lat, czyli od początku. Po raz pierwszy odbył się nie w szkolnej auli, lecz w zabytkowej sali koncertowej ratusza: kameralnej, umożliwiającej zaciemnienie okien i zastosowanie scenicznego światła.

Turniej, dotąd o zasięgu zachodniopomorskim, tym razem ściągnął do Kołobrzegu także wykonawców ze szkół imienia Herberta z Gdańska, Warszawy i Lublina. Udział wzięło 21 recytatorów, największe wrażenie, jak zwykle na Herbertiadzie, zrobiły recytatorki ze Szczecina, z grupy „Proscenium”, prowadzonej przez Iwonę Mirońską-Gargas. W jury zasiadło troje aktorów: Agnieszka Fatyga, Emilia Krakowska i Igor Michalski, oraz znakomite kołobrzeskie polonistki: Jadwiga Maj i Magdalena Gauer. Zwyciężczynią konkursu została Ewa Maciorowska z „Proscenium”, nagrodzona za interpretację trudnego Herbertowskiego tekstu Jaskinia filozofów. Bezpośrednio po konkursowych prezentacjach na wniosek Emilii Krakowskiej odbyła się niedługa (ze względu na napięty harmonogram przeglądu), lecz ożywiona rozmowa jurorów z wykonawcami i publicznością, o aktorstwie i recytacji, o poezji i o życiu.

PRZEGLĄD

Dwudniowa impreza w wypełnionej po brzegi sali kina „Piast” dała widzom możność obejrzenia i wysłuchania czterech bardzo różnych sposobów prezentacji twórczości Zbigniewa Herberta. Przedtem jednak, w zupełnej ciemności, z głośników popłynął głos zmarłego poety, recytującego Potęgę smaku – wiersza niosącego jeden z najważniejszych elementów Herbertowskiego przesłania: świadomość nierozerwalnego związku estetyki z sumieniem, brzydoty ze złem, piękna z dobrem. Później jeszcze jeden głos z taśmy: oparta na wierszach poety piosenka Jacka Kaczmarskiego, który rok temu występował w Kołobrzegu, a teraz, walcząc z rakiem, mógł tylko nadesłać serdeczny list. W kuluarach stanęła skarbonka, do której goście Herbertiady mogli wrzucić datki na leczenie i rehabilitację chorego pieśniarza.

Jerzy Radziwiłowicz wystąpił z programem Alienacje Pana Cogito. Przykuwająca uwagę, zmuszająca do wsłuchania się, dojrzała recytacja, wspaniała lekcja dla młodzieży uczestniczącej w porannym konkursie. Cały talent i świetny warsztat posłużył aktorowi do tego, by oddać głos poezji. Wiersze, których podmiotem bądź bohaterem jest Pan Cogito, uważane są za bardzo trudne do trafnego wyrecytowania. Niewiele dają możliwości aktorskiej, scenicznej gry, wymuszają ascezę. Jerzy Radziwiłowicz z artystyczną pokorą przyjął rolę „szyby”, przezroczystego medium, czystego pośrednika między poetyckim, filozoficznym słowem a wrażliwością słuchaczy.

Zupełnie inny Herbert zagrzmiał ze sceny „Piasta”, kiedy wstąpił na nią Krzysztof Globisz. Nie wstając z krzesła krakowski aktor dał pokaz bogatego scenicznego rzemiosła, grając, grając głosem, gestem, spojrzeniem, twarzą. Z wiersza na wiersz następowała nowa aktorska kreacja. Ale też wybrane na występ teksty, pochodzące z tomu Raport z oblężonego miasta, czyniły taką interpretację możliwą, może nawet konieczną. Bo to liryka pośrednia, której podmiotu z Herbertem utożsamić się nie da, przemawiają w niej wyraziste postacie z mitów i historii, jak morderca Damastes, cezar Klaudiusz czy rzymski prokonsul. Tu wolno grać, pod warunkiem szczerości i zaangażowania, bez których słowa poezji tracą wiarygodność. Udało się: aktorski koncert Globisza kilka razy wywołał żywą i głośną reakcję widowni. Po występie, w kuluarach, Katarzyna Herbert i Halina Herbert-Żebrowska, wzruszone, wyściskały obu aktorów.

Drugi dzień przeglądu rozpoczął się od występu Danuty Stenki. Aktorka, wypchnięta ze sceny przez gigantyczne łoże, przygotowane do mającego się później odbyć spektaklu, zasiadła na schodkach do najbardziej osobistych, intymnych wierszy Zbigniewa Herberta. Zadanie karkołomne, bo ta „prywatna” poezja, pisywana przez poetę rzadko, ostrożnie i powściągliwie, w półcieniach i szeptach odsłania wewnętrzny świat przeżyć kilkudziesięcioletniego mężczyzny. Jaką wrażliwość i jaki aktorski warsztat powinna mieć dużo młodsza kobieta, aby sprostać tym tekstom? Występ Danuty Stenki – takie odniosłem wrażenie – bardziej odsłonił jej dystans, może delikatność, może obawę przed wchodzeniem w ten świat, niż to, co wyrazić chciał Herbert.

Ostatnim artystycznym wydarzeniem Herbertiady był spektakl w reżyserii Alicji Kękuś. Drugi pokój Herberta pierwotnie był tekstem słuchowiska radiowego na dwoje aktorów. Alicja Kękuś zrobiła z tego przedstawienie teatralne z udziałem sześciorga wykonawców. Solidnie przygotowany i zrealizowany spektakl, z bogatą oprawą ze świateł i muzyki, zrobił przygnębiające wrażenie. Historia opowiedziana w dramacie dotyczy spraw odległych od tego, czego nauczyliśmy się szukać w utworach Herberta, od głębokich pokładów tradycji europejskiej, od walki szlachetnego człowieka o wierność, godność, czystość sumienia i myśli. Fabuła Drugiego pokoju ukazuje rzeczywistość codziennej, potocznej i banalnej ludzkiej podłości. Reżyserski pomysł Alicji Kękuś: rozpisanie ról na trzy pary aktorów, reprezentujące trzy pokolenia, sprawił, że owa „banalność zła” rozrosła się, obejmując całe ludzkie życie, cały świat. I znikąd pociechy. Chyba że pójdziemy za radą prowadzącej Herbertiadę Anny Popek i powróciwszy do domu sięgniemy po któryś z tomików wierszy Herberta.

Skończyła się Herbertiada. Widzowie, wychodząc z „Piasta”, zauważyli, że przestał padać deszcz.(ww)

Fot. Jerzy Błażyński