VI „Herbertiada” – Róża, czyli publiczność uwiedziona

VI edycja Ogólnopolskiego Przeglądu Twórczości Zbigniewa Herberta odbyła się w dniach 7 – 12 IX 2005 r. w Kołobrzegu.

Szeroka publiczność przyzwyczajona jest do tego, że Herbertiada trwa dwa dni, w istocie jednak – o czym wiedzą bywalcy i przyjaciele – impreza ma większy zasięg czasowy, i przestrzenny też. Zaczęło się w środę. W kołobrzeskim Liceum im. Zbigniewa Herberta dwudniowe warsztaty recytatorskie dla młodzieży prowadzili w tym roku Dorota Kolak i Wojciech Wysocki. Warsztaty te to „krew, pot i łzy”, intensywna praca w kilkuosobowych grupach, nad tekstami Herberta, przygotowywanymi przez młodych uczestników konkursu recytatorskiego, od początku stanowiącego ważną część Herbertiady. W środę – 7 września-wieczorem w hali „Milenium” rozegrano charytatywny mecz koszykówki (Herbertiada przeciw władzom miasta). Mimo trwającej trzy kwarty przewagi, ostatecznie artyści i organizatorzy ulegli drużynie prezydenckiej. Niewątpliwym sukcesem było zebranie 3800 zł dla Natalii, przeżywającej trudne miesiące po przeszczepie szpiku kostnego.

Początek otwartych dla publiczności wydarzeń artystycznych miał miejsce w piątek (9 września), kiedy odbył się konkurs. Herbertiadę otworzył prezydent Kołobrzegu Henryk Bieńkowski. Zanim na scenę wyszli uczestnicy konkursu, widzowie mogli obejrzeć krótki montaż wierszy Herberta, przygotowany przez dwoje aktorów z Legnicy – Magdę Biegańską i Tomasza Sobczaka.

Przed niemal pełną salą kina „Piast” swe umiejętności zaprezentowało 25 młodych recytatorów, wysłuchanych przez jury (Dorota Segda, Jadwiga Maj, Magdalena Gauer, Igor Michalski), które przyznało pięć wyróżnień i trzy nagrody, najwyżej oceniając Kamila Zawarskiego z II LO w Koszalinie za pełną pasji i wewnętrznej prawdy interpretację „Trenu Fortynbrasa”, Kaję Sosnowską z Kołobrzegu za „Pięciu” i Wojciecha Koladyńskiego z Nowogardu za „Raport z oblężonego Miasta”. Tego wieczora odbyło się kameralne spotkanie w Galerii Sztuki Współczesnej, gdzie zaprezentowany został pierwszy zeszyt „Biblioteki Herbertiady” – miniatury poetycko-filozoficzne Jacka Pechmana i Wojciecha Czaplewskiego pt. „Anioł w szafie”, z ilustracjami Zbigniewa Herberta i Natalii Gościniak, dedykowane najbliższej rodzinie poety i przyjaciołom Herbertiady.

W sobotę i niedzielę przyszedł czas na spektakle i koncerty w kinie „Piast”, otwarte przez dyrektor Przeglądu Katarzynę Pechman, a prowadzone przez Dorotę Kolak. Na początek – prezentacja wymienionych wyżej laureatów konkursu, którzy dowiedli, że ich mówienie Herberta godne jest dorosłej sceny. Zaraz potem – wielkie wydarzenie artystyczne, którym okazał się spektakl muzyczny „Raj”, zagrany przez Jacka Bończyka, Mirosława Czyżykiewicza i Hadriana Tabęckiego. W zasadzie było to odtworzenie wydarzenia sprzed ćwierćwiecza – koncertu Jacka Karczmarskiego, Zbigniewa Łapińskiego i Przemysława Gintrowskiego, na którym, oprócz piosenek autorskich, śpiewano też teksty Herberta. Piszę „w zasadzie”, bo reżyseria Jacka Bończyka, nowa instrumentacja Hadriana Tabęckiego, wyświetlane na ekranie obrazy towarzyszące muzyce (dzieło Romana Lalickiego) i cień śpiewającej Doroty Segdy – stworzyły nową artystyczną jakość. Na szczyty emocji powiodło mnie zwłaszcza „Przesłuchanie anioła”, wyśpiewane ciemnym szeptem Mirosława Czyżykiewicza. Potem już artyści nie pozwolili mi z tych szczytów zejść. Półtoragodzinny spektakl zelektryzował publiczność, która podziękowała artystom długą owacją na stojąco.

Po „Raju” przyszedł czas na „Obroty sumienia” – monodram zbudowany z wierszy Herberta, zagrany przez aktora teatru „Wybrzeże” w Gdańsku Igora Michalskiego. Artysta wywiązał się z trudnego zadania: przykuł uwagę widzów swoim kameralnym tekstem i skromnymi środkami inscenizacyjnymi – bezpośrednio po ekspresyjnym, pełnym dźwięków i obrazów koncercie. Teksty „Obrotów sumienia” składały się na wewnętrzny dialog Pana Cogito, a dialogowi temu Igor Michalski potrafił nadać właściwe tempo i rosnące wewnętrzne napięcie, aż do końcowego dramatycznego, bolesnego znieruchomienia, „jak owad w bursztynie”.

Niedziela, ostatni dzień Herbertiady, to trzy spektakle w kinie „Piast”. Najpierw jednak prezydent Henryk Bieńkowski odczytał i złożył na ręce siostry poety – Haliny Herbert-Żebrowskiej (gościem Herbertiady była też Katarzyna Herbert, a także Rafał Żebrowski) – list intencyjny, w którym poinformował o zamiarze wybudowania w Kołobrzegu Regionalnego Centrum Kultury i poprosił o zgodę na nadanie mu imienia Zbigniewa Herberta.

Pierwszym niedzielnym spektaklem była „Elegia na odejście”. Trzech aktorów Teatru Polskiego w Szczecinie: Adam Dzieciniak, Sławomir Kołakowski i Zbigniew Filar, zagrało premierowe przedstawienie, którego motywem wiodącym był nieartykułowany bełkot sumienia, zapisany przez Herberta w wierszu „Głos wewnętrzny”. Z bełkotu wyłaniały się teksty, składające się na swoisty „notatnik niepokojów” Pana Cogito, próbującego ratować wymykający się ład świata. Powściągliwe współdziałanie aktorów i skromne rekwizyty zdawały się wyrażać nie tylko owe niepokoje, ale i Herbertowski ironiczny dystans do samego siebie.

Potem na scenie pojawiła się Dorota Segda z czworgiem swoich studentów z PWST w Krakowie (Edytą Babiarską, Katarzyną Kilar, Krzysztofem Wieszczkiem i Grzegorzem Grabowskim). Spektakl Doroty Segdy pt. „Czemu, Cieniu, odjeżdżasz…” był rodzajem komentarza do ostatniego, przedśmiertnego wieczoru autorskiego poety, do którego, oprócz własnych wierszy, przeznaczył Zbigniew Herbert także wiersze swoich mistrzów – m.in. Słowackiego, Norwida, Baczyńskiego i Gajcego, opatrując je osobistym, wnikliwym komentarzem. Dorota Segda mistrzowsko powiedziała bodaj czy nie najtrudniejszy z wielkich polskich wierszy – „O białoskrzydła morska pławaczko…” Kochanowskiego, nie mogę też powstrzymać się od osobnej pochwały dla Edyty Babiarskiej, za piękne współwykonanie „Laury i Filona” Karpińskiego. Widzowie spektaklu wysłuchali tych wierszy, tych komentarzy, a także wierszy Herberta, dobranych tak, aby między nimi a tekstami mistrzów rodził się dialog, powstawało napięcie.

Ostatnim aktem Herbertiady był koncert Dominiki Świątek i Leszka Czajkowskiego, którzy specjalnie dla Herbertiady przygotowali piętnaście piosenek do wierszy Zbigniewa Herberta, odważnie sięgając nawet po, zagrane w finale, „Przesłanie Pana Cogito”. Koncert zakończyło, napisane dzień po śmierci poety przez Leszka Czajkowskiego, „Epitafium dla Zbigniewa Herberta”. Na bis była powtórka z „Przypowieści o emigrantach rosyjskich”. Rafał Żebrowski, który z przyklękiem ofiarował Dominice Świątek różę, wyraził tym zapewne nie tylko swoje uczucia, ale także publiczności, uwiedzionej jej czystym głosem.

Herbertiada zakończyła się w najlepszym momencie – w momencie rozbudzonego głodu, apetytu na wiersze Zbigniewa Herberta, intensywnej świadomości, że „chciałoby się jeszcze…”.(ww)

Fot. Jerzy Błażyński