VII „Herbertiada”- Prawdziwe źródła piękna

Kolejny już raz wrześniowe (6 – 10 IX 2006) życie kulturalne Kołobrzegu przebiegło pod znakiem twórczości Zbigniewa Herberta. Dobrą tradycją Herbertiad stały się warsztaty recytatorskie w gościnnych salach Zespołu Szkół Społecznych im. Zbigniewa Herberta – zdarzenie może najmniej spektakularne, bo dotyczące zaledwie dwadzieściorga uczestników, ale owocne. Efektów dwudniowej pracy Doroty Kolak i Jacka Bończyka z młodymi recytatorami doświadczyć mogła konkursowa publiczność.

Zanim jednak doszło do piątkowych konkursowych rozstrzygnięć, w czwartek pojawił się na osobiste zaproszenie Katarzyny Pechman – pomysłodawczyni i dyrektora „Herbertiady” w Kołobrzegu, patron honorowy – minister kultury Kazimierz Michał Ujazdowski. Po licznych spotkaniach i rozmowach (pojawiły się cenne sygnały wsparcia dla budowy regionalnego centrum kultury im. Zbigniewa Herberta w Kołobrzegu) minister znalazł czas, by wejść w skład drużyny Herbertiady na charytatywnym meczu koszykówki (Herbertiada kontra władze miasta).

W piątek z udziałem ministra i kołobrzeskich władz rozpoczął się – w nabitej po brzegi sali kina Piast – konkurs recytatorski. Prezentacje młodzieży mówiącej i śpiewającej Herberta poprzedził występ Aleksandra Trąbczyńskiego, który w programie „Czas ciemnej gwiazdy” udowodnił, że jasny głos i melodyjne kompozycje Strobla czy Kantego Pawluśkiewicza równie celnie służą poezji Herberta, co ciemne śpiewanie Gintrowskiego lub Czyżykiewicza. Jury (Monika Rasiewicz, Agnieszka Fatyga, Jadwiga Maj, Magdalena Gauer, Igor Michalski) wysoko oceniło poziom uczestników konkursu i przyznało trzy wyróżnienia: śpiewającemu Maciejowi Kasprzakowi z Nowogardu i mówiącym – Monice Jabłońskiej i Kai Sosnowskiej z Kołobrzegu, oraz trzy nagrody: trzecią dla Łucji Bepirszcz z Trzebiatowa za „Modlitwę Pana Cogito – podróżnika”, drugą dla kołobrzeżanki Sylwii Krawiec za „Boskiego Klaudiusza” i pierwszą – przy entuzjazmie publiczności – dla Piotra Kajetana Matczuka z Ełku za oryginalnie skomponowaną i brawurowo wykonaną śpiewaną wersję „Domysłów na temat Barabasza”.

Wręczenie statuetek i nagród uczestnikom konkursu nie było ostatnim wydarzeniem piątku. Wieczorem, w zabytkowej sali w ratuszu, odbył się koncert „Lwów Herberta” w wykonaniu Stanisława Górki i Wojciecha Machnickiego, którzy wcielili się w postacie Szczepcie i Tońcia oraz, przy akompaniamencie Zbigniewa Rymarza, wyśpiewali piosenki Mariana Hemara – zarówno międzywojenne szlagiery, jak i późniejsze, emigracyjne nostalgie i tęsknoty lwowskiego kompozytora. Koncertowi towarzyszyła promocja almanachu „Wokół słowa”, wydanego przez komitet „Herbertiada” i Stowarzyszenie Kołobrzeskich Poetów. Na 180 stronach tego wydawnictwa, obok twórczości kołobrzeskich poetów i artystów-plastyków, znajdziemy pokaźny zbiór esejów, autorstwa znakomitych piór z kręgu „okołoherbertowskiego” (m.in. Ujazdowski, Trznadel, Żebrowski, Babuchowski, Panas, Czaplewski, Grześczak…).

Sobota i niedziela to tradycyjnie dni koncertów i spektakli na deskach ciasnej sali kina Piast. Po powitaniu gości (wśród nich Halina Herbert-Żebrowska i Rafał Żebrowski) i odczytaniu listu od Katarzyny Herbertowej zaprezentowali się dorosłej publiczności, zdobywając burzliwe oklaski, laureaci konkursu. Potem nadszedł czas profesjonalistów. Tym razem – i to chyba rekord Herbertiad – widzowie zobaczyli aż trzy teatralne spektakle premierowe. Od takiej premiery się zaczęło: Michał Kowalski z gdańskiego teatru „Wybrzeże” pokazał monodram na podstawie słuchowiska Herberta „Listy naszych czytelników”, narażając się na nieuniknione porównania z zarejestrowanym przez TV spektaklem z 1974 roku w wykonaniu Tadeusza Łomnickiego. Od pierwszych chwil spektaklu okazało się, że jakiekolwiek porównania są bezsensowne, gdyż Kowalski poszedł w zupełnie innym niż Łomnicki kierunku. Tekst uwspółcześnił. W sceniczną narrację wplótł – światłem, ruchem, gestem – dodatkową intymną przestrzeń, obszar, w którym pojawiała się poezja. Wiersze Herberta dodatkowo jeszcze wzmogły emocjonalne napięcie, zaprezentowaną życiową katastrofę opatrzyły metafizycznym kontekstem.

Potem, w programie „Kalendarze Pana Cogito” na scenie pojawił się Tadeusz Borowski. Powaga, powściągliwość, głos z głębokiego wnętrza – to jest to, czego potrzebuje i co wyraża liryczny bohater Herbertowskiego tomiku „Pan Cogito”, z którego 15 wierszy powiedział warszawski aktor. Potem, jeszcze w trakcie oklasków, wszedł na chwilę na scenę, by wyrazić podziw dla Księcia Poetów. (Podobno dotąd Tadeusz Borowski nie miał okazji – ani nie czuł potrzeby – głębiej poznać twórczości Herberta. Ma więc Herbertiada kolejnego „nawróconego”).

Ostatnim wydarzeniem soboty był koncert – wspomnienie. Bywalcy świetnie pamiętają najciekawsze wydarzenie pierwszej Herbertiady – dwuipółgodzinny koncert Agnieszki Fatygi „Jestem Tobą”, zakończony długą owacją na stojąco. Tegoroczny koncert nie był powtórką, nawet nie powtórką fragmentów sprzed sześciu lat. Spektakl krótki, składający się z recytowanych wierszy Herberta i śpiewanych piosenek – było „Nie opuszczaj mnie”, było „Ale Maria” i oczywiście było tytułowe „Jestem Tobą”. I chociaż tym razem recital był krótszy, to i długa owacja na stojąco była, i, zamiast bisów: najpierw powiedziane z pamięci „Przesłanie Pana Cogito”, potem odczytany osobisty list Agnieszki Fatygi do Księcia Poetów. Po takiej kropce nad „i” publiczność, mimo apetytu, nie śmiała się domagać piosenek na „bis”.

Niedziela była na tegorocznej Herbertiadzie „dniem krakowskim”. Najpierw mieliśmy przyjemność obejrzeć premierowy spektakl „Sekret zaklinania słów”, pokazany przez studentów III roku krakowskiej PWST, a reżyserowany przez Tadeusza Malaka – wybitnego aktora, pedagoga i reżysera, a do tego przyjaciela Zbigniewa Herberta. I chociaż profesora, z powodu choroby, nie było, to jego duch niemal namacalnie unosił się nad studenckim spektaklem. A może był tu też duch Piotra Kotlarczyka, rapsodyka, mistrza Tadeusza Malaka? Każdy ruch i każdy dźwięk wykonany na scenie przez Karolinę Kominek, Olgę Szostak, Wiktora Logę-Skarczewskiego, Michała Kowalczyka, Grzegorza Mikołajczyka i Marcina Zacharzewskiego był służebny wobec Herbertowskiej poezji. To nie słowa Herberta były tu zaklinane, to raczej aktorska i reżyserska sztuka zaklinała widzów tak, by poetyckie słowo dotarło do nich z pełnią swej mocy i piękna.

Ostatnim aktem niedzieli – i całej Herbertiady 2006 – był „Portret pustej ramy”. Premierowy spektakl w wykonaniu Moniki Rasiewicz (też profesor PWST) i Artura Babeckiego głównie składał się z obszernych fragmentów dramatu Zbigniewa Herberta „Rekonstrukcja poety”, wzbogaconych o utwory poetyckie i eseje Herberta. Tekst złożył się na „dwuwarstwową” historię dojrzewania: na zewnątrz dojrzewanie naukowca – badacza starożytności, który odkrywa moc pozaracjonalnych – intuicyjnych, uczuciowych, może nawet nadprzyrodzonych źródeł poznania; wewnątrz historia Poety, który tracąc wzrok dopiero zaczyna widzieć prawdziwe źródła piękna. Zobaczyliśmy na scenie dramat wielopiętrowy, budujący napięcie raczej na planie idei niż faktów, głęboko filozoficzny, a jednocześnie pokazany z niespotykaną dziś troską o wierność poetyckiemu słowu (znów powiał duch Kolarczyka i Teatru Rapsodycznego).

I z tych właśnie – bardzo wysokich szczytów trzeba było zstąpić na ziemię, ściślej: na kołobrzeski bruk, by rozpocząć odliczanie przed VIII, przyszłoroczną Herbertiadą. (woc)

Fot. Jerzy Błażyński