VIII „Herbertiada” – I znowu słychać było…ciszę!

Ósmą Herbertiadę tradycyjnie rozpoczęły warsztaty dla uczestników konkursu recytatorskiego, tym razem prowadzone przez Katarzynę Skarżankę i Wojciecha Machnickiego. Młodzież recytująca i młodzież śpiewająca przez dwa dni szlifowała swoje prezentacje pod okiem mistrzów, których zaangażowania w pracy nie osłabił ani chłód, ani przeziębienie (Katarzyna Skarżanka prowadziła zajęcia owinięta w koc). Po dwóch dniach zajęć warsztatowych na scenie kina „Piast” odbył się konkurs, w którym po raz pierwszy, oprócz nagrody głównej, jury (w składzie: Jadwiga Maj, Magda Gauer, Monika Rasiewicz, Wojciech Wysocki i Igor Michalski) miało przyznać pierwsze nagrody w dwóch kategoriach wykonawczych: recytacji i poezji śpiewanej. Grand Prix konkursu (której część stanowiła nagroda Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego) zdobyła Małgorzata Kowalska z Warszawy, której – recytacją Małego ptaszka – udało się nie tylko wyrazić, ale i wywołać u słuchających intensywne emocje. Pierwsze nagrody i herbertowskie statuetki zdobyli jeszcze Emilia Gumna ze Szczecina za recytację Lasu Ardeńskiego i Maciej Kasprzak z Nowogardu za zaśpiewanie Babci.

Zaplanowany na piątkowy wieczór kabaretowy monodram Jaros’y zawsze ten sam nie odbył się z powodu nagłej choroby jednego z artystów. Organizatorzy Herbertiady zadbali jednak, by publiczność, która tłumnie przybyła do sali koncertowej ratusza, nie została odprawiona z kwitkiem. Zaimprowizowany, niemal dwugodzinny program pod tytułem Blisko Herberta składał się z wierszy Księcia Poetów, recytowanych przez Wojciecha Wysockiego i Igora Michalskiego, oraz ze wspomnień o Herbercie, którymi (w toku rozmowy prowadzonej przez niżej podpisanego) podzielił się z publicznością Rafał Żebrowski – siostrzeniec poety.

Główne koncerty Herbertiady jak co roku odbyły się w sobotę i niedzielę na deskach „Piasta”. Po odczytaniu listów (z kancelarii Prezydenta RP, od ministra kultury i dziedzictwa narodowego, od Katarzyny Herbert i Haliny Herbert-Żebrowskiej) zaprezentowali się publiczności młodzi laureaci konkursu, zbierając gorące brawa. Pierwszy spektakl: Przypadki Pana Herberta, wykonany przez Agnieszkę Wagner i Pawła Królikowskiego, oparty był na korespondencji Zbigniewa Herberta zawartej w tomie Kochane zwierzątka, opublikowanym przez Magdalenę Czajkowską, londyńską przyjaciółkę poety. Kochane zwierzątka zaistniały już po raz trzeci na Herbertiadzie (najpierw, na pierwszej Herbertiadzie, Anna Popek przeprowadziła na scenie wywiad z Magdaleną Czajkowską i Katarzyną Herbert, potem, cztery lata później, fragmenty Zwierzątek pojawiły się w spektaklu wykonanym przez Dorotę Segdę i Adama Ferencego). Tym razem główny wątek spektaklu tworzyły te listy Herberta, w których najwyraźniej słychać jego lekki, choć czasem kąśliwy dowcip.

Wydarzeniem wieczoru stał się koncert Janusza Radka Serwus Madonna, na który składały się głównie piosenki Koniecznego i Kantego Pawluśkiewicza, znane głównie z niezapomnianych wykonań Ewy Demarczyk. Krakowska artystka bardzo wysoko zawiesiła poprzeczkę dla wszystkich, którzy po niej mierzą się z tymi piosenkami – Janusz Radek przeskoczył ją z lekkością pasikonika. Pomysł na ich reinterpretację polegał na nadaniu im zdecydowanie męskiego charakteru. W końcu Tuwim pisał: „a może byśmy tak, najmilsza (a nie: „najmilszy”) wpadli na dzień do Tomaszowa…”, i: „czy pamiętasz, jak z tobą tańczyłem walca” (a nie: „jak ze mną tańczyłeś”). Janusz Radek złożył z tych wierszy, z tych piosenek, a także z własnej narracji – słowem, gestem, wszystkimi możliwymi środkami aktorskiej i śpiewaczej ekspresji – opowieść o życiu faceta, który stał się jakoś bliski wszystkim facetom i bardziej jeszcze wszystkim kobietom na widowni. Do tego jeszcze nowoczesne jazzujące aranżacje i świetny zespół akompaniujący… estradowa eksplozja, z entuzjazmem przyjęta przez publiczność. Ktoś żałował, że nie było Wierszy Baczyńskiego, ktoś pytał, co to ma wspólnego z Herbertem. Na to pytanie odpowiem, że wielka poezja i artystyczne mistrzostwo zawsze coś wspólnego z Herbertem mają, gdyż Herbert wielkim poetą był i artystycznym mistrzem, i basta.

Niedzielny koncert rozpoczęli Gabriela Kownacka i Maciej Robakiewicz, którzy mówili wiersze z Epilogu burzy – pożegnalnego tomu wierszy Herberta, złożonego w roku jego śmierci. Znakomita recytacja obojga aktorów wydobyła wszystkie odcienie Epilogu burzy, pokorę i bunt, autoironię i profetyzm, sarkazm i czułość… Porządek wierszy był zupełnie inny w spektaklu niż w tomiku, ale kończył się tak samo: przejmującą, tajemniczą Tkaniną, której słowa, wolne od balastu życia, krążyły powielone echem.

Ostatnim wydarzeniem Herbertiady był spektakl, który zgodnie z zapowiedzią w programie i na plakacie miał nazywać się W hołdzie Bohaterom – Zbigniew Herbert. Dalej napisane było, że spektakl składać się będzie z piosenek z Powstania Warszawskiego. Artyści z gdańskiego teatru „Wybrzeże” ( Michał Kowalski, Małgosia Kopacz, Tomira Kowalik i Igor Kowalik) przywieźli jednak do Kołobrzegu coś zupełnie niespodziewanego. To „coś innego” wyszło im w trakcie pracy nad spektaklem. Wiele wyjaśniają słowa, które w pewnym momencie padły ze sceny (cytuję z pamięci): „podczas Powstania się nie śpiewało, powstańcze piosenki śpiewało się dużo później”. Aktorzy z „Wybrzeża” nie chcieli „później”, woleli „teraz”, po prostu nie przystali na dystans, zapragnęli znaleźć się w środku, oczywiście na tyle, na ile pozwalają środki artystyczne, jakimi dysponuje teatr. Dzięki takiemu lub podobnemu założeniu widownia Herbertiady otrzymała przedstawienie, w którym powstanie warszawskie nie było opowiedziane, lecz było przeżyte. Historia, jaką zobaczyliśmy na scenie, to nie słowa na papierze, lecz wewnętrzne, intensywne, niemal fizjologiczne doświadczenie.

Ósma Herbertiada – z wszystkim, co było w niej tradycyjne, i wszystkim co nowe – odeszła do przeszłości. (woc)

Fot. Jerzy Błażyński