XVIII „Herbertiada” – Wokół smaku

XVIII Ogólnopolski Przegląd Twórczości Zbigniewa Herberta odbył się w dniach

21 – 24 września 2017 r.

Na okoliczność tegorocznej Herbertiady przypomniały mi się słowa królewieckiego filozofa: „Oświeceniem nazywamy wyjście człowieka z niepełnoletności…” – bowiem to już osiemnasta edycja Przeglądu, dzięki pomyślnym podmuchom wiatru historii o jeden dzień dłuższa i w wydarzenia bogatsza niż to ostatnimi laty bywało.

Czwartkowe warsztaty sceniczne poprowadziła Agata Piotrowska-Mastalerz (Akademia Teatralna w Warszawie, Warszawska Szkoła Filmowa, Uniwersytet Warszawski). W kameralnej przestrzeni Zespołu Szkół Społecznych, pod portretem Zbigniewa Herberta – patrona szkoły – niecały tuzin recytatorów mógł oddać się szczerej rozmowie o poezji, o scenie, o potrzebach i pragnieniach z nimi związanych. Potem nastąpiły ćwiczenia grupowe i indywidualne konsultacje, praca z ciałem i duszą, artykulacją i interpretacją, dźwiękiem i sensem herbertowskich prezentacji.

Do piątkowego konkursu recytatorskiego zgłosiło się 26 młodych wykonawców, w tym aż 10 chłopców (herbertiadowy rekord; recytacja to dziedzina młodzieżowej twórczości wielce na ogół sfeminizowana). Ponad połowa uczestników pojawiła się na konkursie nie pierwszy raz, widać jak chęć ponownego udziału w Herbertiadzie owocuje powstawaniem i krzepnięciem herbertowskiego środowiska. Jurorami byli: prof. Kazimierz Nowosielski z Uniwersytetu Gdańskiego (literaturoznawca, poeta, autor licznych szkiców o Herbercie, znajomy Księcia Poetów jeszcze z czasów stanu wojennego), Helena Elert z Kołobrzegu (polonistka związana z Herbertiadą od samych jej początków) i Andrzej Mastalerz z Teatru Polskiego w Warszawie (aktor filmowy i teatralny, który do Kołobrzegu przybył z herbertowskim spektaklem – ale nie uprzedzajmy wypadków…).

Zmagania turniejowe w małej sali teatralnej Regionalnego Centrum Kultury im. Zbigniewa Herberta poprzedzone zostały wystąpieniem profesora Nowosielskiego, zatytułowanym „O twórczości Zbigniewa Herberta i moich z nim spotkaniach”, w którym z gawędziarską swadą poprowadził słuchaczy od inicjalnych anegdot, przez osobiste refleksje i meandry dygresji (znakomity passus o pierwszym polskim zdaniu!), do sfery najwyższych wartości, na które otwiera wrażliwego odbiorcę twórczość Księcia Poetów. Wykład skutecznie wzniósł recytatorów na poziom emocji i odpowiedzialności za słowo, na którym stosownie jest obcować z Herbertem.

Po rozgrzewce artykulacyjnej, poprowadzonej przez instruktorów Studia Teatr w Szczecinie, rozpoczęły się turniejowe prezentacje. Konkurs recytatorski cechował wyrównany, wysoki poziom występów. Jury po niełatwych i długich obradach wyłoniło grono ośmiorga laureatów. Nagrodę główną przyznano Alicji Bałabuch, tegorocznej absolwentce Liceum Plastycznego im. Władysława Hasiora w Koszalinie, która recytując wiersz „Pan Cogito o potrzebie ścisłości”, ze stosowną powściągliwością budowała rosnące, przykuwające uwagę napięcie. Pierwsze miejsce dla Jana Ciesielskiego z XIII LO w Szczecinie, który ze sceniczną swobodą wydobył z Herbertowskiej „Homilii” całą jej zjadliwą ironię. Nagroda druga dla Szczepana Czaplewskiego z LO im. Henryka Sienkiewicza w Kołobrzegu, który dowiódł, że wszystkie odcienie smutku i żaru ukryte w wierszu „Nike która się waha” można z niego wydobyć i z naturalną prostotą przekazać słuchaczom. Trzecia nagroda dla Zofii Stelmaszczyk, debiutantki ze Studia Teatr w Szczecinie, celnie odsłaniającej apokaliptyczny dramatyzm wiersza „U wrót doliny”. Wyróżnienia otrzymali: Dominika Zachoszcz ze Świdwina („Chciałbym opisać”), szczecinianka Wiktoria Gajos („Pan Cogito obserwuje zmarłego przyjaciela”), Weronika Wilczyńska z dalekiego Przecławia („U wrót doliny”) i Natalia Kobiałka ze Słupska („Przyszło do głowy”).

Tegoż dnia wieczorem na dużej scenie RCK publiczność zobaczyła monodram „Z domu niewoli”, oparty na wspomnieniach i wierszach Beaty Obertyńskiej. Młoda lwowianka Elżbieta Lewak wcieliła się w postać poetki, więźniarki sowieckich więzień, katorżniczki Workuty, podróżniczki przez „nieludzką ziemię”, by wstąpić do armii Andersa. Niejedna na widowni popłynęła łza. Sowieckie piekło, w którym jednak totalitarne zło nie zdołało zdusić żaru człowieczeństwa – obolałego i splugawionego, ale, mimo wszystko, zdolnego do odruchów zachwytu i miłosierdzia. Spektakl, wyreżyserowany przez Zbigniewa Chrzanowskiego, oświetlał Artur Łucyk – również lwowianin, recytator, który kilka lat temu zwyciężył w herbertiadowym konkursie.

W sobotę gala. Popołudniowy spektakl, poprowadzony przez Annę Popek (była z nami na pierwszych Herbertiadach i teraz powraca, po latach nieobecności), rozpoczął się od odczytania listów od patronów Przeglądu: wicepremiera Piotra Glińskiego, wojewody Krzysztofa Kozłowskiego, posła Ziemi Kołobrzeskiej Marka Hoka, wreszcie Rafała Żebrowskiego – siostrzeńca Herberta (list jak zawsze delikatnie przewrotny i bardzo sarmacki).

Artystyczną część wieczoru zaczęły prezentacje recytatorskie. Szczepana Czaplewskiego i Alicję Bałabuch poprzedziły występy laureatek wiosennej gimnazjalnej Małej Herbertiady. Obie młode artystki: Dominika Plata z Kołobrzegu („Pan Cogito myśli o krwi”) i Martyna Kudlińska z Ustronia Morskiego („Pan Cogito obserwuje zmarłego przyjaciela”) z aktorską swobodą udowodniły, że godne są dużej sceny – i dużych braw.

Pierwszym spektaklem wieczoru była „Kołatka” – wiersze Zbigniewa Herberta podane przez Andrzeja Mastalerza. Aktorowi na scenie towarzyszyła Marta Wągrocka – skrzypaczka i adeptka sztuki aktorskiej (Akademia Teatralna w Warszawie). Skrzypce przemieniły poetycki monolog w poetycko-muzyczny dyskurs, tworząc tło, kontrapunktując Herbertowskie słowa-klucze, czasem z Herbertem wiodąc spór, czasem nawet porywając poezję do galopu i lotu (jak przy brawurowej interpretacji „Modlitwy Pana Cogito – podróżnika”). W tle, na ekranie, płynęły obrazy ważnych dla Księcia Poetów miejsc i upojeń, śródziemnomorskich źródeł cywilizacji. A słowo podawane przez Andrzeja Mastalerza (z przyprawą tekstów deklamowanych przez Martę  Wągrocką) konsekwentnie budowało wypowiedź o spotkaniu indywidualnych wyborów i doświadczeń z kulturą, naturą, sztuką i światem wartości, o przygodzie życia, o „kruchym pięknie” wartym ocalenia.

Sobotnią galę zakończyło słowo śpiewane. Powrócił na scenę widmowy nieco (bo nie na każdej Herbertiadzie obecny) cykl „Mistrzowie Mistrza”, w ramach którego organizatorzy zapraszają na scenę spektakle i koncerty poświęcone twórczości tych poetów, których Zbigniew Herbert otwarcie uznawał za swoich mistrzów. W tym roku – nie po raz pierwszy – bohaterem cyklu został Krzysztof Kamil Baczyński: trzy lata starszy od Herberta poeta „apokalipsy spełnionej”, który poległ w Powstaniu Warszawskim. Muzykę do tej niezwykłej poezji skomponował i na scenie kołobrzeskiej przedstawił Sławomir Zygmunt, któremu na drugiej gitarze towarzyszył Krzysztof Domański. Program „Z wiatrem” (udokumentowany płytą pod tym samym tytułem, z 2016 roku) składa się zarówno z wierszy bardzo znanych (jak „Mazowsze”, „Biała magia” czy „Elegia o chłopcu polskim”), jak i mniej popularnych. Sławek Zygmunt z bogatego dorobku Baczyńskiego wybrał teksty pokazujące go nie tylko jako poetę wojny, świadka apokalipsy. Z programu „Z wiatrem” wyłania się postać pięknego, wrażliwego młodzieńca, jak nikt potrafiącego pokochać swą Basię i zachwycić się światem. Wszystko podane w muzycznej oprawie, która nie przesłania poetyckiego słowa i kołysze delikatną melodią.

Niedziela – ostatni dzień tegorocznej Herbertiady. Jak zapowiedziała ze sceny Anna Popek, głównym bohaterem wieczoru będzie Przemysław Gintrowski, bard, którego z Księciem Poetów łączyło nie tylko to, że śpiewał jego wiersze, lecz także wspólnota wartości, zgoda w „kwestii smaku”.

Najpierw jednak herbertiadowicze uraczeni zostali smacznym kąskiem filmowym: na ekranie odtworzony został telewizyjny wywiad, przeprowadzony z Herbertem w 1994 roku przez Kamilę Drecką i Krzysztofa Turowicza. Zdania ważkie okraszone dowcipem, szczypta szyderstwa i autoironii, pokora, niedzisiejsza kultura, błyskotliwa inteligencja i dystans wobec samego siebie. Stary poeta rozświetlił salę RCK urokiem swej przedziwnej osobowości.

Potem z głośników popłynęły słowa Przemysława Gintrowskiego, wspominającego swoje złożone i bogate relacje z Herbertem.

A na koniec na scenie pojawili się młodzi ludzie ze Studia Artystycznego im. Ziembińskich w Koszalinie. Trans-opera „S.A.L.I.G.I.A” to – od pojawienia się aktorów i pierwszych elektryzujących dźwięków „7 grzechów głównych” – sceniczna eksplozja zrobiona z piosenek Gintrowskiego (ze słowami Herberta, Kaczmarskiego, Osieckiej, Justyny Holm, Krzysztofa Marii Sieniawskiego i Natana Tenenbauma), przejmująca opowieść o grzechu, samotności, o walce o sens i miłość. Wędrując wśród blasków i cieni, młodzi śpiewający aktorzy porwali publiczność niezwykłymi interpretacjami poezji śpiewanej; owszem można wśród tych 23 piosenek wskazać lepiej i gorzej pomyślane – ale całość, całość, proszę Państwa, robi wrażenie piorunujące. Spektakl wyreżyserowała Ewa Czapik-Kowalewska, która w scenariuszu znalazła miejsce także dla tekstów Wyspiańskiego, Norwida i Mickiewicza. Aranżacja i kierownictwo muzyczne: Rafał Kowalewski (który pokazał, jak za pomocą dwóch rąk i fortepianowej klawiatury wyczarować na scenie orkiestrę). Owacjom na stojąco nie było końca. Taki artystyczny pokarm, im jest smaczniejszy, tym większy budzi głód. Głód następnych, pełnoletnich Herbertiad. (ww)

Fot. Jerzy Błażyński