Wśród ptaków odlatujących na zimę są takie osobniki, które zostają, nie wiadomo po co. Cierpią głód, chłód, niedostatek i nikt nie chce słuchać ich ochrypłego śpiewu. Jednak w chwilach ostatecznych kiedy tłuszcz z rosołów nielotnych kur zatyka nam arterie i wybałusza z rozpaczy tęczówki w oczach, jedynym ratunkiem jest widok lecącego zimą ptaka, który pokazuje nam niebo.

Zbigniew Herbert jest dla mnie takim Ptakiem i cieszę się, że dzięki wytrwałości Kasi Pechman, właśnie w Kołobrzeg jest stolicą Jego poezji.