
14 grudnia 2024 r. z głębokim smutkiem przyjęłam wiadomość śmierci mojego brata śp. Rafała Żebrowskiego, siostrzeńca Zbigniewa Herberta. Został pochowany trzynaście dni później (27 grudnia) na cmentarzu przy kościele św. Katarzyny w Warszawie.
Rafał był moim starszym bratem. Urodził się w Gdyni w 1954 r. Gdy wspominam dzieciństwo, wracam myślą do Otwocka do domu naszych rodziców – Haliny i Tadeusza Żebrowskich. Domu pełnego ciepła, wspomnień, książek, pamiątek, do którego tak lubił przyjeżdżać wujek Zbyszek. To tutaj właśnie napisał część Barbarzyńcy w ogrodzie. Mama i wujek Zbyszek wychowali się w patriotycznej rodzinie, w mieście wielu kultur i narodów, jakim był od wieków Lwów. Lwów był ich najbliższym sercu miastem. Zawsze byli dumni ze swoich korzeni. W ich pamięci i wspomnieniach wciąż żywe były obrazy z tych wspaniałych najmłodszych lat, spędzonych we Lwowie. Dlatego też mały czteroletni Rafał słuchał opowieści o wspaniałym grodzie nad Pełtwią a także pieśni patriotycznych, które tak lubili śpiewać wujek Zbyszek i mój tata. Pamiętam jak Rafał przy różnych okazjach lubił nucić pieśni żołnierskie wyniesione z tamtych czasów.
Moje wychowanie patriotyczne przyszło kilka lat później. Byłam od mojego brata młodsza o 5 lat. Kiedy moi rodzice powiedzieli mu, że będzie miał rodzeństwo ucieszył się. Był dobrym bratem. I takim pozostanie w moim sercu i pamięci. Opiekował się mną w różnych sytuacjach, tak jak przystało na starszego brata. Odprowadzał i przyprowadzał ze szkoły, a był to kawałek drogi do przejścia. Był razem ze mną kiedy zostawaliśmy sami bo mama miała dyżury w szpitalu.


Gdy pomyślnie zdałam egzaminy na studia pedagogiczne w Warszawie urządził dla mnie przyjęcie z własnoręcznie przygotowanymi trunkami. Dla mnie było ich trochę za dużo. Po spotkaniu z bratem byłam umówiona z moim przyszłym mężem. Rafał wspaniałomyślnie pojechał go zawiadomić, że nie dam rady przyjechać. Jakież było zdziwienie mojego narzeczonego kiedy zamiast mnie zobaczył przyszłego szwagra. Potem wszystko skończyło się pomyślnie.
Mój brat był wrażliwy i współczujący. Przeżyliśmy z mężem wielką tragedię. Nasze pierwsze dziecko zmarło w 2 miesiące po porodzie. Po pogrzebie Rafał zrobił na grobie naszego synka krzyż, do którego przymocował figurkę Chrystusa Frasobliwego. To był piękny gest.
Mój brat bardzo lubił sport. Zimą narty. Tamte dawne zimy były bardziej śnieżne i mroźne i sprzyjały narciarstwu. W Otwocku było dużo górek bez żadnych wyciągów, podchodziło się i zjeżdżało. Latem lubił rower, tenis ziemny i pływanie. Pływał znakomicie. Wypływał daleko, szybko znikał z oczu doprowadzają naszą mamę często do rozpaczy.


Jako uczeń nie wykazywał ambicji aby być prymusem. Ale w chwilach kryzysowych stawał na wysokości zadania mimo, że był dysgrafikiem i dyslektykiem. Jeżeli zdarzyła mu się wpisana do zeszytu dwója, miał zwyczaj dla zamaskowania obrysowywać ją dookoła kwiatkami. W ten sposób mamą tę złą notę nie zawsze zauważała.
Miał niesamowite poczucie humoru. Potrafił żartować z samego siebie, z sytuacji i z drobnych przywar ludzkich. Słowem miał ten rodzaj poczucia humoru, który nam bardzo odpowiadał. Imponował mi zawsze oczytaniem, łatwością uczenia się. Miał specyficzny styl mówienia. Mówił ciekawie ale długimi zdaniami, które przeplatane były wtrąceniami i dygresjami.
Bardzo lubił palić fajkę. Delektował się każdym zaciągnięciem dymu, palił z zadumą i spokojem. A potem był czas na miłe pogawędki. Jego pierwsza fajka była własnością wujka Zbyszka. Pod jego nieobecność znalazł ją w szufladzie biurka i nie mógł oprzeć się pokusie przywłaszczenia jej. Wujek nigdy nie zauważył tej straty. Rafał, gdy stał nad grobem Księcia Poetów, miał zwyczaj zapalać fajkę.
Brat swój pierwszy wiersz napisał w wieku siedmiu lat. Przyjęty został entuzjastycznie przez rodzinę. Lecz później gdy odwiedził wujka z plikiem swoich wierszy, ten ocenił je surowo. Myślę, że nie chciał tak trudnego życia, jak jego własne, dla swojego siostrzeńca.
Na krótko przed śmiercią wujek wspomniał naszej mamie, że chciałby być pochowanym we Lwowie. Nie udało się tego dokonać. Ale gdy zmarł Rafałowi udało się sprowadzić ziemię z Cmentarza Łyczakowskiego, którą wysypał na jego trumnę. Kolejny piękny gest. Rafał napisał biografię Zbigniew Herbert. „Kamień na którym mnie urodzono”. Książkę dostałam od niego 24 grudnia 2011 r. z następującą dedykacją: „Siostrostwu Lechniostwu, aby wiedziało skąd ich ród (przynajmniej częściowo)”.
Pracował w Żydowskim Instytucie Historycznym, zajmował się dziejami Żydów w Warszawie w XIX i XX wieku.
Był wielkim przyjacielem kołobrzeskiej Herbertiady czyli Ogólnopolskiego Przeglądu Twórczości Zbigniewa Herberta odbywającego się w tym mieście z inicjatywy Katarzyny Pechman od 2000 roku oraz szkół noszących imię Zbigniewa Herberta. Zawsze cieszył się premierowe spektakle i koncerty oraz coroczne spotkania z ludźmi, których bardzo lubił.
W ostatnim roku bardzo ciężko chorował, przeszedł długie leczenie. Zmarł 14 grudnia 2024 r. z głębokim smutkiem przyjęłam wiadomość o jego śmierci. Został pochowany 27 grudnia na cmentarzu przy kościele św. Katarzyny w Warszawie.
Żegnaj drogi Rafale. Pozostaniesz w moim sercu i wspomnieniach. Spoczywaj w pokoju. Twoja siostra Beata.
Beata Lechnio



