Herbert uważnie studiował filozofów‚ ale często z nich dworował. Może jednak warto podjąć ryzyko‚ aby znaleźć w filozofii narzędzia pomocne do odpowiedzi na pytanie: Na czym polega tożsamość dzieła Herberta? Na czym polega tożsamość najsławniejszego z tworów poety – Pana Cogito? Dziwne nazwisko dodaje odwagi filozofowi‚ by zadać pytania podstawowe‚ bo przecież nie budzi wątpliwości filozoficzne pochodzenie Herbertowskiej postaci. Gdzie można umieścić Pana Cogito we współczesnych dyskusjach nad tożsamością człowieka?

Rozchwiane cogito

Nowożytny podmiot oscyluje między dwoma biegunami. Z jednej strony mamy cogito trwałe i mocne‚ o którym pisał Kartezjusz. Z drugiej – cogito rozbite‚ które przypisuje się Nietzschemu. Oba modele są radykalnie przeciwstawne. Zapytajmy‚ który z nich lepiej pasuje do opisu Pana Cogito? Cogito Kartezjusza jest zwartą‚ jednolitą substancją; jawi się jako duchowe i przejrzyste dla siebie samego. Istnieje w sposób niewzruszony i stanowi podstawę pewności dla innych rodzajów wiedzy. Cogito Nietzschego stanowi wiązkę przeżyć‚ rozmaitych punktów widzenia świata‚ które nie tworzą spójnej perspektywy. Nie jest ani trwałe‚ ani przejrzyste‚ nade wszystko zaś wewnętrznie niejasne i powiązane z cielesnością. Nie może być żadną trwałą podstawą wiedzy. W gruncie rzeczy pozostaje użyteczną fikcją gramatyczną‚ która pozwala nam powiązać w jedno różnorodność myśli i emocji człowieka.

Na pozór Herbert preferuje model trwałego cogito – tym bardziej że u źródeł postaci na pewno znajdują się analogie z „Medytacjami” Kartezjusza. Lecz bohater cyklu na pewno nie pasuje do kartezjańskiego opisu. Przede wszystkim wydaje się zbyt cielesny: kiedy ogląda swoją twarz‚ czuje na niej ślady dziedzictwa własnych przodków („Pan Cogito obserwuje w lustrze swoją twarz”) ‚ kuśtyka („O dwóch nogach Pana Cogito”). Pozostaje nieprzejrzysty nawet dla samego siebie. Nie stać go na „wprawienie w ruch” własnych myśli („Pan Cogito a ruch myśli”) ‚ uwikłanych w cielesność‚ a co tu dopiero mówić o osiągnięciu myśli czystej („Pan Cogito a myśl czysta”). Dla Kartezjusza jasność jest ściśle związana z pewnością‚ tymczasem Pan Cogito dociera co najwyżej do „niepewnej jasności” („Pan Cogito i wyobraźnia”). Już z tych kilku przykładów widać‚ że Herbert kpi z kartezjańskich ambicji.

A jednak poeta odrzuca także model Nietzschego. Przecież Pan Cogito to nie jedynie wielość perspektyw – przeciwnie‚ czuje się w nim jedność i konsekwencję. Bohater cyklu wydaje się realny‚ jak każdy z nas: ma w miarę trwały charakter‚ zasady i przyzwyczajenia‚ mimo że istnieją w nim pewne napięcia i wątpliwości‚ a także zwyczajna ludzka niedoskonałość. Skoro Pan Cogito nie pasuje do żadnego ze skrajnych modeli‚ najlepiej byłoby umieścić go gdzieś pośrodku‚ między biegunami. Wtedy jego tożsamość byłaby ograniczona‚ nieco „słabsza” i mniej „zwarta”‚ ale zostałaby uratowana. Jednakże takie rozwiązanie rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Pozostaje dalej zagadką‚ co sprawia‚ że krucha i niespójna tożsamość Herbertowskiej postaci nie rozpada się? Musimy więc uznać‚ że próba przypisania Pana Cogito do tradycyjnych koncepcji tożsamości podmiotu nie powiodła się. Myślenie Herberta po prostu nie daje się wtłoczyć do podręcznika filozofii.

Być może zatem nie należy pytać o trwałość czy nietrwałość cogito‚ a raczej o to‚ jak w ogóle rozumiemy tożsamość? Herbert też zadaje takie pytania‚ np. w wierszu „Siostra” zastanawia się‚ czy może zamienić się na tożsamość z tytułową postacią albo z dorożkarzem o rudych wąsach. W wierszu „Kamyk” pyta‚ czym różni się istota człowieka i kamienia. Nie są to tylko zabawy‚ koncepty‚ sztuczki myślowe. Zagadka tożsamości jednostki jest podstawowym problemem w wierszach eschatologicznych‚ czego przykładem jest „U wrót doliny”. Czytamy tu‚ że do nieba może być wpuszczona tylko jednostkowa istota‚ natomiast konkretni ludzie rozpaczają‚ że będą zbawieni pojedynczo‚ oddzieleni od bliskich i pozbawieni pamiątek po tym‚ co było im bliskie na ziemi. Herbert odrzuca taki obraz Sądu Ostatecznego i taki obraz tożsamości. Czy potrafi pokazać jakąś alternatywę?

Dwa rozumienia tożsamości – charakter i obietnica

Współczesna filozofia rozróżnia dwa rozumienia tożsamości. Pierwsze rozumienie jest tradycyjne: mowa o tym‚ co w człowieku niezmienne i co decyduje o jego trwałości w czasie. Opisujemy tę niezmienność za pomocą wzorcowego określenia – charakteru. Drugie rozumienie wskazuje na niewzruszoność relacji człowieka wobec czegoś zewnętrznego‚ a wzorcowym przykładem jest dotrzymanie obietnicy. Tożsamość człowieka opiera się zazwyczaj na syntezie obu wymiarów: na stałości natury (charakteru) i na relacji wierności wobec innych ludzi lub idei.

Tymczasem oba te wymiary stają czasami w ostrej opozycji. Niekiedy czujemy się zobowiązani do wierności nawet wtedy‚ gdy radykalnie zmieniły się okoliczności i ludzie. Właśnie w sytuacjach‚ w których dochodzi do radykalnej przemiany duchowej i fizycznej‚ istnieje problem dotrzymania słowa – jestem wierny‚ choć wszystko się zmieniło‚ ja sam jestem już kimś innym‚ a ludzie‚ którzy przyjmowali moje obietnice‚ nie żyją („Dałem słowo”). Podobna sytuacja pojawia się w poemacie „Raport z oblężonego Miasta”‚ gdzie człowiek pozostaje wierny polis‚ które zostało zniszczone:

i jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden
on będzie niósł Miasto w sobie po
drogach wygnania
on będzie Miasto

Plejada znakomitych komentatorów pokazała antynomiczność poezji Herberta: trwałą obecność ironii i dystansu‚ skłonność do nakładania masek i odgrywania rozmaitych ról. Wskazywano na napięcie między zakorzenieniem a wykorzenieniem ze świata. Dlatego trudno ocalić niezmienność charakteru Pana Cogito‚ który zachowuje co prawda pewne trwałe cechy‚ jak kod DNA czy blizna na łydce‚ niemniej przestają one być dla niego istotowe. Stąd wydaje się‚ że Herbert przywiązuje wagę raczej do tożsamości opartej na obietnicy i wierności niż do stałości charakteru. Lecz o ile cnota wierności z pewnością ma wielkie znaczenie w liryce Herberta‚ to nie wiemy‚ jaki jest jej związek z tożsamością jednostki. Możemy pytać sceptycznie: w jaki sposób obietnice i relacje wierności mogą decydować o tym‚ kim jesteśmy?

Mimo że mało wiemy‚ w jaki sposób buduje się tożsamość obietnicy‚ to hipoteza‚ że spójność Pana Cogito jest wyznaczana przez takie myślenie‚ wydaje się trafna i nader interesująca. Ale w tej koncepcji niepokoi fakt‚ że jednostka decyduje o swoich obietnicach i wiernościach – to bowiem znaczyłoby‚ że może kształtować własną tożsamość. Tymczasem jesteśmy przekonani‚ że nasza tożsamość jest faktem niezależnym od wyborów. Tu rodzą się dalsze trudne pytania: Czy wszelkie obietnice (również te lekkomyślne i bez pokrycia) określają naszą tożsamość? Czy człowiek jest raczej tym‚ co przyrzeka‚ niż tym‚ kim realnie jest? Potrzeba nam bardziej precyzyjnego opisu tożsamości obietnicy.

Tożsamość obietnicy

Posłużę się opisem‚ który Charles Taylor przedstawił w monumentalnym dziele „Źródła podmiotowości współczesnej”. Filozof ten uważa‚ że tożsamość podmiotu jest podobna do orientacji w przestrzeni‚ zaś zagubienie w niej powoduje utratę tożsamości. Wtedy człowiek staje się podobny do glonu na wzburzonej fali (jak w wierszu „Chodasiewicz”). Do orientacji potrzebujemy mapy terenu i wiedzy‚ w jakim punkcie na mapie jesteśmy i dokąd zmierzamy.

Obszar ludzkiej tożsamości jest dla Taylora przestrzenią moralną. Można ją poznać po obecności ostro oddzielonych przeciwieństw: dobra i zła‚ piękna i brzydoty‚ bohaterstwa i oportunizmu (tu też leży źródło sławnego poczucia smaku poety z „Potęgi smaku”). Przestrzeń moralna wyznacza kryteria ludzkich wyborów i przez to nadaje sens działaniu. Jest ona obiektywna‚ bo co prawda każdy dokonuje wyborów samodzielnie‚ ale racje i motywy są niezależne od naszych chwilowych pragnień. Tylko pod tym warunkiem możliwa jest wierność i dotrzymywanie obietnic.

Znajomość zasad moralnych nie wystarcza do określenia tożsamości‚ bo nawet mając świetną mapę‚ czujemy się zagubieni‚ jeśli nie wiemy‚ w jakim punkcie aktualnie jesteśmy. Przestrzeń moralną wyznaczają pewne kluczowe dobra‚ z których nieliczne są dla nas ważne i pociągające – nazywamy je źródłami moralnymi‚ bo dają nam i pragnienie‚ i siłę‚ by ku nim dążyć. Od tego‚ które dobra są dla nas źródłami moralnymi‚ a które są dla nas martwe i jakby nieistniejące‚ zależy nasza pozycja na „mapie tożsamości”.

Przestrzeń moralna ma charakter duchowy i – aby zaistnieć dla nas – musi zostać wyrażona w języku. Zabłąkani‚ nie odnajdujemy samych siebie‚ jak „sanitariusz we mgle” z wiersza „Pan Cogito otrzymuje czasem dziwne listy”. Dlatego tak ważni są inni ludzie – sami nie poznamy własnej tożsamości. Przestrzeń zaś stwarza się ciągle – nie dysponuje się nią w pełni od początku – dlatego wymaga wspólnoty i wspólnego języka. Żywy dialog wewnątrz wspólnoty pozwala odsłonić tożsamość obietnicy‚ bo powoli zaczynamy odnajdywać miejsca‚ w których jesteśmy potrzebni‚ rozpoznawać konkretną konieczność zaangażowania. Współodczuwanie z drugim człowiekiem nie jest próbą przełamania własnej tożsamości‚ lecz pomocą w odnajdywaniu drogi do siebie samego. W wierszach Herberta współczucie odgrywa kluczową rolę. Jest kształtowaniem rdzenia człowieka‚ dlatego wiąże się z czynem i aktywnością‚ a nigdy z bierną czułostkowością.

Ludzie‚ którzy przed nami kształtowali siebie w przestrzeni moralnej‚ zaszczepiają nam wiedzę i miłość do podstawowych dóbr. Szczególną rolę odgrywają poeci‚ którzy potrafią ożywić zapominane wartości i doprowadzić do źródeł. Można wtedy powiedzieć‚ zgodnie z ulubionym określeniem Herberta‚ że poeci (i szerzej: artyści) są odpowiedzialni za budowanie tablic wartości.

Wizja tożsamości jako orientacji‚ przedstawiona przez Taylora‚ zadziwiająco pasuje do opisu świata Pana Cogito. Ciekawe‚ że Taylor w swoim klasycznym dziele „Źródła podmiotowości współczesnej” analizuje wiersze polskiego poety. Zbigniewa Herberta właśnie. Podobieństwo myślenia obu autorów potwierdza hipotezę‚ że Pan Cogito nie może być opisany przy pomocy pojęcia rozbitego cogito. Nietzsche wykluczał istnienie przestrzeni moralnej‚ która byłaby nierelatywna i niezależna od naszych wyborów. Tymczasem Pan Cogito jest co prawda skomplikowany wewnętrznie jak my wszyscy‚ ale jego tożsamość nie rozpada się‚ ponieważ wierność nadaje spójność jego życiu.

W świetle analiz tożsamości odsłania się absurdalność wizji Sądu Ostatecznego opartej na odcięciu człowieka od innych ludzi i ziemskiej pamięci („U wrót doliny”). Nawet w ostatniej godzinie nie możemy porzucić nikogo i niczego: ani ludzi‚ ani ukochanych zwierząt i przedmiotów. Taka operacja czyniłaby z nas istoty kalekie.

„Przesłanie Pana Cogito”

Z filozoficznego punktu widzenia wiersz ten zawiera trzy zagadki. Pierwsza: zanik wszechobecnej w liryce Herberta ironii. Druga: paradoksalny brak nagrody dla wyznawcy proponowanej drogi moralnej‚ skoro czeka go jedynie „złote runo nicości”. Trzecia: jaki jest cel wypowiedzi‚ skoro „Przesłanie” to ani klasyczny apel‚ ani kontemplacja? I kim jest w tej sytuacji Pan Cogito?

W wierszu niemal zanika wymiar ironii i dystansu. Dominuje powaga i patos‚ ponieważ w pewnych sytuacjach tożsamość obietnicy wychodzi na pierwszy plan‚ a chwiejna tożsamość charakteru Pana Cogito – jego wahania i ułomności – przestają mieć znaczenie. Przesłanie jest jednoznaczne i bezwarunkowe‚ bowiem odwołuje się do wierności adresata‚ która ma być jak skała‚ a nie do jego niepewnego umysłu czy wątłej cielesności.

Pan Cogito żąda‚ żebyśmy szli i byli wierni‚ mimo że na końcu drogi nie czeka na nas ani nieśmiertelność‚ ani sława‚ ani żadne wymierne zwycięstwo. Cel dążenia jest zatem pozbawiony wszelkiego odwołania do ziemskich pragnień i ambicji. Można wprawdzie powiedzieć‚ że warto dążyć do wartości dla samych wartości‚ lecz ciągle dźwięczy pytanie: dlaczego w ogóle dążyć ku wartościom? Himalaista odpowie paradoksem: wspinam się na góry‚ bo są. Ale czy pasja wystarczy jako fundament etycznego życia? Jak skłonić kogoś do osobistej dzielności‚ a nawet heroizmu wobec czającej się nicości? Nasze rozważania pozwalają lepiej wyjaśnić sytuację. Masz iść ku wartościom‚ bo wierność wartościom buduje twoją tożsamość – powiada Herbert. Oto twój zysk! Bez nich stracisz orientację i nawet nie będziesz wiedział‚ kim jesteś – jak bohater wiersza „Jonasz”.

Nie jest jasny status przesłania i rola osoby je wypowiadającej. Czy Pan Cogito wzywa nas jedynie do bycia sobą? Lecz czy do tego potrzeba nam przewodników? Cóż… Skoro dialog jest sposobem odsłaniania naszej tożsamości… Drugi człowiek może‚ a czasem‚ jak poeta i prorok‚ musi pokazywać mi‚ kim jestem i jakiej wierności można ode mnie wymagać – jest więc przewodnikiem w przestrzeni moralnej. Podobnie „zimne czaszki” bohaterów pokazują‚ kim jestem – przez to‚ że wskazują na źródła moralne. Zatem tożsamość jest budowana we wspólnocie z tymi‚ którzy odeszli i wskazują drogę‚ oraz z tymi‚ którzy są obok i przynaglają nas do pójścia drogą wierności.

Tożsamość a przyszłość

Rozumiemy protest Herberta przeciw tradycyjnej koncepcji tożsamości – samotnej i egoistycznej – zgodnie z którą będziemy „zbawieni pojedynczo” (jak w wierszach „U wrót doliny” i „Widokówka od Adama Zagajewskiego”). Opisany zaś tutaj rodzaj tożsamości łączy jednostkę z pokoleniem współczesnym i pokoleniami przeszłymi‚ kształt indywidualny – z dziedzictwem wieków. Co więcej‚ możemy powiedzieć‚ że wykracza w przyszłość‚ bo również tożsamość przodków zależy od naszej wierności.

Ta wizja nie jest pozbawiona paradoksów. Przede wszystkim sprawia‚ że tożsamości jednostek są ze sobą powiązane‚ zarówno w teraźniejszości‚ jak na osi czasu‚ we wspólnocie żywych i umarłych. Przestrzeń wierności‚ zbudowana wierszami Herberta‚ nie daje się opisywać beznamiętnie i angażuje moją własną tożsamość. Oznacza to‚ że Poeta kształtuje rozumienie mnie samego. Ale czy – prawem symetrii – również ja będę miał wpływ na tożsamość poety‚ na to‚ kim stanie się w przyszłości Zbigniew Herbert? Obrazowo mówiąc: zapewne kiedyś będę przemycał do nieba maleńki fragment wiersza Zbigniewa Herberta‚ jak staruszka swojego kanarka‚ a drwal ukochaną siekierę w wierszu „U wrót doliny”…

Adam Workowski
/Tekst opublikowany w „Rzeczpospolitej” XI. 2005/