W najczęściej cytowanych wierszach ks. Jana Twardowskiego i Zbigniewa Herberta pojawia się ten sam motyw przypomnienia o zaskakująco szybkim upływie czasu. Ks. Jan przypomina w stylu zatroskanego duszpasterza, by kochać ludzi, co szybko odchodzą. Herbert, za pośrednictwem Pana Cogito, orzeka lakonicznie: „masz mało czasu trzeba dawać świadectwo”. Już od trzech lat nie ma wśród nas autora tych słów. Nie ma fizycznie, bo duchowo stał się jeszcze pełniej obecny i wiele środowisk usiłuje dziś rekonstruować jego teksty, wypowiedzi, reakcje. Prowadzone spory stwarzają szanse, by ochronić wielkie duchowe dziedzictwo poety, mimo głębokich różnic w istotnych ocenach. Sam poeta, podejmując motyw odpływu przyjaciół, którzy „wybrali mapy/szybkiej nawigacji” i bezpieczne porty, pisał: „zrobiło się trochę pustawo ale za to jaśniej”. Niezależnie od wybranych map, przy Herbercie ciągle jest gwarno i tłoczno. Niektórzy obawiają się jednak, że wynikiem tego gwaru może być daleko idąca reinterpretacja, w której pojawi się Cogito pragmatyczny. Zamiast „Bądź wierny Idź”, powie on po prostu „Bądź równy, chodź na drinka”. Dlatego też tak wielkiej wagi nabierają okruchy wspomnień, które mogą przybliżać całe bogactwo duchowej postawy Herberta.

Na tomiku wydanego w 1998 r. „Epilogu burzy”, który dotarł do mnie trzy tygodnie przed śmiercią poety, autor umieścił dedykację: „J. E. Ks. Biskupowi Józefowi Życińskiemu – z wdzięcznością i pokorą. Zbigniew Herbert, Boże Ciało 1989”. Przestawione dwie ostatnie cyfry w zapisie roku zdawały się sugerować, że autor żyje już rytmem wieczności i niewielką wagę przywiązuje do ziemskiej rachuby czasu. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego w ostatnim miesiącu swego życia w tych kilku słowach dedykacji pisał właśnie o pokorze. Nie można wykluczyć, że było to odniesienie do frazy z jego „Homilii” mówiącej o tych, „którzy wątpią niepokorni/bądźmy szczerzy – to jest także boży lud”. Kilka lat wcześniej przyjąłem ją jako motto do artykułu o szukających Boga. Herbert napisał wtedy do mnie, dziękując za to, że następcy sceptycznego Tomasza Apostoła są rozumiani w Kościele i że jest tam dla nich również miejsce. Ten sam wątek rozwinął nieco później w poetyckiej formie w „Tomaszu”.

W nadesłanym tomiku wierszy, u góry stronicy, na której poeta zapisał dedykację, umieścił trzęsącą się ręką mały znak krzyża. Może było to zwyczajne nawiązanie do symboliki, którą przyjąłem w mym poprzednim liście do niego. Może był jednak w tej symbolice jakiś graficzny odpowiednik tego „płonącego krzyża”, o którym pisał w „Homilii”, że „w górze trwał” nawet wtedy, gdy życiowy szlak poety wyznaczyło błądzenie „w noc burzliwą pośród skał”. A może wreszcie ta strona tytułowa, której nadruk informował o epilogu burzy, miała właśnie przez ten niezdarny krzyżyk dyskretnie sygnalizować nową rzeczywistość, stanowiącą udział wielu przyjaciół poety. Na przykład przywoływanego w tomie Artura Międzyrzeckiego, po śmierci którego Herbert przeciwstawiał nasz świat, gdzie „niepocieszone echo błąka się po strunach jak zbłąkany Anioł” – tajemniczej nowej rzeczywistości, opisywanej za pomocą metaforyki światła i śpiewu: „w aniołów śpiewasz chórze skryty światłością wielką światłością niepojętą” („Artur”).

Duchowy kontakt z bliskimi, którzy już odeszli biologicznie, wydawał się Herbertowi tak naturalny, że w wywiadzie udzielonym w 1986 r. Renacie Gorczyńskiej przedstawiał obcowanie świętych jako bardzo ważną prawdę swej wiary religijnej. Mówił wtedy o bliskich zmarłych: „oni są istotnie obecni… Pośredniczą między mną a Niepojętym, o którym nie jestem w stanie niczego powiedzieć”. Ufajmy, że właśnie konsekwencje tej prawdy, wyrażane w duchowej bliskości poety, będą nas uczyć wierności Pana Cogito także w zmienionym pejzażu, gdzie zarówno poezję, jak i etykę usiłuje się podporządkowywać prawom wolnego rynku. Ceną takiej wierności bywa cierpienie przyjmowane bez patosu i cierpiętnictwa. Jego sens rozumiał 28-letni Herbert, gdy pisał w swym liście do Henryka Elzenberga: „Rozumiem bardzo dobrze sens cierpienia tylko dlatego, że jest to zawsze ofiara…”. Pod wieczór życia mógł obiektywnie ocenić wartość tej ofiary, gdy w strofach „Do Piotra Vujicica” pisał: „wytłumacz to innym/miałem wspaniałe życie/cierpiałem”. Jak wytłumaczyć? Jak przybliżyć Herbertowską afirmację ofiary i krzyża tym, którzy chcieliby dziś podporządkować Pana Cogito prawom wolnego rynku i ze źle ukrywanym poczuciem wyższości tłumaczą, że słowa „cierpienie, wierność, honor, ofiara” trzeba konsekwentnie usuwać z naszego słownika? Jak przekonać, że bezkrytyczne operowanie słowami „sukces, awans, kariera” może w praktyce oznaczać zejście z poziomu Akropolu na rynek prowincji, zdominowanej przez jarmarczny zgiełk? Pan Cogito „urynkowiony” potrzebuje dziś harmonijnego współdziałania wielu środowisk, aby reklama igrzysk i jarmarczne pokrzykiwania nie zagłuszyły słów wielkiego poety.

Abp Józef Życiński