W trakcie naszej długoletniej przyjaźni ze Zbigniewem Herbertem zwiedziliśmy, mój mąż i ja, Grecję razem z nim. Moje wspomnienia naszej wspólnej podróży łączą się nie tyle z refleksjami, które powstały później, lecz z życiem na co dzień, jazdą samochodem, wyborem hotelików, posiłkami, itp. Herbert był wspaniałym kompanem, pełnym życia i humoru, czego świadkiem jest jego korespondencja do nas1. Grecja wywarła na nas wszystkich ogromne wrażenie. Pamiętam nasze silne postanowienie unikania słowa ‘piękny’, które powtarzaliśmy nazbyt często, a tylko sugerowanie go przez omówienie. Przychodziło to nam z trudnością.

Fascynacja Grecją nie opuściła Herberta, jak również nas, do końca życia. Jeszcze rok przed śmiercią tak ją w liście do nas wyraził: „Z Grecją jest coś dziwnego. Nie wiem dokładnie ile razy byłem tam (5 czy 7 razy) zawsze z dużym przeciążonym programem, bez własnego środka lokomocji, pod koniec pobytu wyczerpany [….] A co najważniejsze, uczucie dość paraliżujące, że stykam się z moim ideałem, szczytem, paradygmą – co odczuwam naprawdę, a co dałem sobie wmówić..”

Wynikiem podróży do Grecji były szkice prozą, zebrane w tomie pt. ‘Labirynt nad morzem’2. W szkicu pt. „Próba opisania krajobrazu greckiego” zadedykowanego nam pisał, że jechał na spotkanie z krajobrazem. Opisał tam miejsca które zwiedzał z osobliwym, unikalnym uczuciem jak określił „zbratania z przyrodą, naturalnej łatwości, z jaką daje się przemienić w kształty ludzkie, osadzając je w krajobrazie”. Tak na przykład, krajobraz Delf określił jako „rozkołysany poza granice wyobraźni i daleko poza granice wszelkiego opisu”. Próbę opisu jednak podjął i uznał Delfy jako kamienną koronę greckiego krajobrazu. Jednak szkic kończy z uczuciem niezadowolenia, chciał opisać, lecz w jego mniemaniu, nie udało się.

Trudno się z tą oceną zgodzić. Wspomnę tu o naszej wycieczce do Myken. Przyjechaliśmy tam po południu, Słońce padało skośnie na chropowate, ogromne (‘cyklopowe’) kamienie tworzące mur po obu stronach słynnej Bramy Lwów. Są miejsca na ziemi posiadające charakterystyczną atmosferę, nie wytłumaczalną racjonalnie, która w jakiś sposób emanuje i oddziałowuje na zwiedzających. Mogą to być miejsca bitew lub kultu religijnego, czy też tragedii i zbrodni. Taką właśnie można wyczuć w Mykenach, miejscu gdzie została popełniona jedna z najbardziej dramatycznych zbrodni w historii ludzkości – zabójstwo zwycięscy spod Troi, Agamemnona, przez żonę i jej kochanka. Było ( i chyba jest) w tej atmosferze coś groźnego i ponurego. Zejście do cysterny, wąskie i ciemne, wtedy ze świeczką w ręku, aby ujrzeć okrągłą taflę wody połyskującą głęboko w dole, opisał Herbert w wierszu „Mykeny”. Elektra [córka Agamemnona]
Schodzi po schodach do cysterny
gdzie nocna wilgoć jak nietoperz
a zanim wiadro wodę zmąci
w wodzie ogromne ojca oczy
nalane strachem Tak bez krzyku
rozmawia z córką Agamemnon

Trudno o lepszy przekaz tej atmosfery.

Wrażenie, które Grecja pozostawiła po sobie, stało się źródłem z którego poeta czerpał swe natchnienie twórcze, dzięki któremu powstały wiersze, nazwałabym je, antyczne, a mitologia grecka trzonem, na którym budował własne refleksje, budował koncepcje i próby dojścia do porozumienia z rzeczywistością. Na jednym z wywiadów, odpowiadając na pytanie nawiązujące do wierszy o tematyce mitologii starożytnej wyznał, że nie pragnie uciekać od rzeczywistości, ale stara się wypracować aktywny stosunek do tradycji. Twierdził, że w starych podaniach i mitach zostały zawarte istotne doświadczenia ludzkości i należy szukać w nich prawd, które są nadal aktualne.

Czy Herbertowi udało się osiągnąć aktywny stosunek do tego dziedzictwa kulturalnego, o którym się wyraził, że należy go przyswoić, zdobyć i odczytać na nowo? Na pewno znalazły się refleksje nie pozbawione ironii. Taką jest „Próba rozwiązania mitologii”.

W podręcznikach mitologii greckiej czytamy jak Zeus, po odniesionym zwycięstwie w walce o wszechświat, podzielił wpływ między swymi braćmi. Władzę nad morzami oddał Posejdonowi, świat podziemny Hadesowi a sobie zatrzymał przestworza i niebo. Ziemię pozostawił do podziału pomiędzy pozostałych bogów tzw. olimpijskich. Nazwa pochodzi od góry Olimp, najwyższego szczytu północnej Grecji, którą wybrali sobie za siedzibę. Stamtąd panował wraz żoną Herą i gronem bogów. Byli to, oprócz wspomnianych braci i żony ( a zarazem siostry):Demeter bogini urodzajów, Dionizos bóg wina, kulawy bóg ognia Hefajstos ożeniony z boginią piękności Afrodytą, jej kochanek i bóg wojny Ares, boskie bliźnięta Apollo, bóg światła i Artemida bogini łowów, Hermes posłaniec Zeusa i Atena bogini wojny i mądrości. Panowali przez wieki, podtrzymywani ludzką wiarą i wyobraźnią, dopóki nie ustąpili miejsca nieubłaganemu postępowi i rozwojowi chrześcijaństwa. Tyle z podręczników. A jak to odczuł poeta?

Próba rozwiązania mitologii3

Bogowie zebrali się na przedmieściu. Zeus mówił jak zwykle długo i nudnie. Wniosek końcowy: organizację trzeba rozwiązać, dość bezsensownej konspiracji, należy wejść w to racjonalne społeczeństwo i jakoś przeżyć. Atena chlipała w kącie.

Uczciwie – trzeba to podkreślić – podzielono ostatnie dochody. Posejdon był nastawiony optymistycznie. Głośno ryczał, że da sobie radę. Najgorzej czuli się opiekunowie uregulowanych strumieni i wyciętych lasów. Po cichu wszyscy liczyli na sny, ale nikt o tym nie chciał mówić.

Żadnych wniosków nie było. Hermes wstrzymał się od głosowania. Atena chlipała w kącie.

Wracali do miasta późnym wieczorem, z fałszywymi dokumentami w kieszeni i garścią miedziaków. Kiedy przechodzili przez most, Hermes wskoczył do rzeki. Widzieli, jak tonął, ale nikt go nie ratował.

Zdania były podzielone: czy był to zły, czy przeciwnie, dobry znak. W każdym razie był to punkt wyjścia do czegoś nowego, niejasnego.

Ten trzon mitów greckich na których Zbigniew Herbert budował własne refleksje (a przykładów jest wiele) doskonale oddaje „Stary Prometeusz”. Z podręczników wiemy, że Prometeusz był Tytanem, który w momencie konfliktu między rodem ludzkim a bogami stanął w obronie człowieka. Zeus, wybrawszy nieostrożnie niejadalne części ofiarnego mięsa, nie mogąc wycofać nakazu, rozgniewany zdecydował, że skoro ludzie zatrzymali sobie lepsze części, będą je jeść surowo. W odpowiedzi Prometeusz wykradł bogom ogień, ukrywszy żarzący węgielek w tyczce i podarował go ludziom. Za karę Zeus kazał Prometeusza przykuć do skały w górach Kaukazu, gdzie za dnia przylatywał orzeł wyjadać mu wątrobę, która przez noc odrastała. Z tej męki, trwającej wiele tysięcy lat wybawił go największy grecki bohater Herakles.

A teraz Herbert:

Stary Prometeusz4

Pisze pamiętniki. Próbuje w nich wyjaśnić miejsce bohatera w systemie konieczności, pogodzić sprzeczne z sobą pojęcie bytu i losu.

Ogień buzuje wesoło na kominku, w kuchni krząta się żona – egzaltowana dziewczyna, która nie mogła urodzić mu syna, ale pociesza się, że i tak przejdzie do historii. Przygotowanie do kolacji, na którą ma przyjść miejscowy proboszcz i aptekarz, najbliższy teraz przyjaciel Prometeusza.

Ogień buzuje na kominku. Na ścianie wypchany orzeł i list dziękczynny tyrana Kaukazu, któremu dzięki wynalazkowi Prometeusza udało się spalić zbuntowane miasto.

Prometeusz śmieje się cicho. Jest to teraz jego jedyny sposób wyrażenia niezgody na świat.

Rekwizyty się zgadzają – Prometeusz, orzeł, ogień, na których poeta wysnuł swe refleksje o zbawiennym darze dla ludzkości, straszliwym w konsekwencjach.

Fascynacja Grecją nigdy Herberta nie opuściła. Do końca do niej powracał w swej pracy twórczej. W jednym z ostatnich listów do nas napomknął, że intryguje go sztuka egipska, którą , jak się wyraził, Grecja przerasta. Na rozważanie i poetyckie przetrawienie sztuki egipskiej zabrakło mu czasu. Natomiast, jak stwierdził w liście do nas : „Wydaje mi się, że Grecja sprawdziła się w sumie”.

Magdalena Czajkowska

Zdjęcie: autorka ze Zbigniewem Herbertem. Magdalena Czajkowska jest tłumaczką wierszy i dramatów Zbigniewa Herberta na język angielski. Jest autorką książki pt.: „Kochane Zwierzątka…”. Listy Zbigniewa Herberta do przyjaciół – Magdaleny i Zbigniewa Czajkowskich”.

1 Patrz: ‘Herbert i Kochane Zwierzątka’, wyd. Rosner I Wspólnicy 2006 r.
2 Labirynt nam morzem, wyd. Zeszyty Literackie 2000 r.
3 ukazał się w tomiku Napis
4 ukazał się w tomiku Pan Cogito