
Zbigniew Herbert jest postacią wyjątkową w polskiej literaturze, ale
również w historii naszego Narodu.
Choć od jego śmierci minęło 26 lat, a w tym roku obchodzimy 100 lecie
jego urodzin, to przez swoją spuściznę literacką, ale też za sprawą swojej
postawy w czasach najtrudniejszych, zasługuje na szacunek, bycie wzorem
dla nas i tych co przyjdą po nas. Jesteśmy mu to winni, ale też we własnym
interesie powinniśmy jego dzieło i słowa jako obywatela przypominać w
czasach trudnych, ale i spokojnych, by było drogowskazem gdy jesteśmy
zagubieni.
Jako jeden z nielicznych oparł się pokusie wygodnego życia w czasach,
kiedy sowieccy namiestnicy Polski za legitymizowanie swej brutalnej
władzy kupowali ludzi kultury.
Dlatego jego debiut poetycki w postaci książki przypadł dopiero na rok
1956, w którym pojawił się jego pierwszy tom poezji “Struna światła”. Już
w pierwszych swoich wierszach stawał w obronie wartości.
To właśnie taka postawa sprawiła, że gdy w latach 70tych w Polsce coraz
śmielej rodziły się środowiska opozycyjne i drugi obieg, który z początkiem
lat 80 tych były coraz liczniejszy, wiersze Herberta zaczęły pojawiać się w
prasie podziemnej.
Jeszcze w roku 1976 jego wiersz ukazał się w niezależnym piśmie ZAPIS,
ale częste goszczenie na łamach prasy podziemnej było jeszcze przed nim.
POTĘGA SMAKU, RAPORT Z OBLĘŻONEGO MIASTA
I INNE PUBLIKACJE

W lutym 1980 roku, poeta przebywający w Berlinie, wysłał do Tygodnika
Powszechnego wiersz „Potęga smaku” z zamiarem opublikowania go w
krakowskim piśmie. W liście wysłanym do redaktora Tygodnika, Jerzego
Turowicza napisał: „Gdyby z jakiś niepojętych powodów nie ukazał się w
druku wiersz Potęga smaku – byłbym Tobie bardzo zobowiązany, abyś
łaskawie przesłał go(…) Pani Profesor Izydorze Dąbskiej”. Wiersz został
przekazany adresatce, ale jak przewidywał Herbert, został zdjęty i ukazał
się dopiero w drugoobiegowym Zapisie w 1981 roku. W tym samym piśmie,
w którym został opublikowany, jest w dziale notatek informacja o powrocie
Herberta do Polski: ” Wrócił do Polski na stałe po wieloletniej
nieobecności Zbigniew Herbert, który przyjął zaproszenie do naszego
grona i począwszy od bieżącego numeru uczestniczy w pracach
redakcyjnych Zapisu.”
Potęga smaku, to wiersz, który krótko potem wszedł do tomu „Raport z
oblężonego Miasta i inne wiersze”. Ale historia tej książki poetyckiej jest
bardziej rozbudowana, a znaczenie jej miało już niedługo stać się
fenomenem na rynku wydawnictw podziemnych i przyniosło artyście
szeroką rozpoznawalność, która choć była duża już wcześniej, bo zyskał
uznanie już w latach 60tych, a na zachodzie i był najbardziej
rozpoznawalnym poetą polskim, to tym dziełem dotarł do szerokiej
publiczności.
Zaczynając od samego tytułowego wiersza należy zaznaczyć, że jego
pierwodruk w Nowym Zapisie ukazał się w grudniu 1982 roku i był chyba
jednym z niewielu, jak nie jedynym przypadkiem opublikowania Herberta
anonimowo, ale za wiedzą i zgodą autora. To ten wiersz występuje w
anegdocie Przemysława Gintrowskiego, którą często opowiadał. Jak mówił
kompozytor, w początku stanu wojennego odwiedził Herberta z tekstem
niepodpisanym, ale z osobistym podejrzeniem, że to właśnie Zbigniew
Herbert jest jego autorem. Poeta podobno przeczytał wiersz, pochwalił go,
ale powiedział, że to nie jego dzieło. Jednak gdy Gintrowski już wychodził,
Herbert wychylił się zza drzwi i oznajmił, jak opowiadał Gintrowski; „z
tym wierszem, to ja się jeszcze zastanowię, bo może to jednak ja go
napisałem”.
Sam pieśniarz w wywiadach po roku 2000, mówił, że nie pamięta o jaki
wiersz chodziło. Co ciekawe, akurat on związał się z Gintrowskim niemal
tak, jak z jego autorem, ale do tego jeszcze wrócę.
Zanim tom „Raport z oblężonego Miasta i inne wiersze” ukazał się jako
całość, to połowa wierszy pojawiła się właśnie w wydawnictwie
podziemnym.
W 1983 roku wyszła książka wydana przez krakowską Oficynę Literacką
pod tytułem „18 wierszy”. Nie dość, że była to premierowa publikacja
połowy tekstów z Raportu, to na dodatek wiele utworów w niej
zamieszczonych było pierwodrukami. Pod względem okładki jest to
najbardziej profesjonalnie wyglądające wydaniem. Bordowa okładka
formatu A5, wewnątrz papier słabej jakości, ale ciekawostką jest fakt, że
była też druga wersja tej książki, na eleganckim papierze kredowym z
kolorowymi literami w kolorze brązu, jednak z taką samą okładką.
Dopiero Paryski Instytut Literacki w tym samym roku wydał „Raport z
oblężonego Miasta” jako pierwsze wydanie kolejnego, szóstego już tomu w
dorobku poezji Zbigniewa Herberta.
Tak zaczęła się wielka kariera tej książki, która doczekała się w latach
1983-89 wielu wydań powielanych przez różne podziemne drukarnie.
Jeszcze w tym samym roku Oficyna Literacka wydała przedruk paryskiej
publikacji w formacie kieszonkowym. Zgrabny format ładnej jakości.
Następny był Poznań i Chałupniczy Instytut Wydawniczy. Jedyne wydanie
którego nie posiadam, a nawet nie wiem jak wyglądało.
W roku 1984 kolejno pojawiały się wydania;
W Gdańsku, przez Wydawnictwo Dobra Powszechnego, z ciekawym
liternictwem i grafiką na okładce w technice przypominającej mi sposób
powielania prac plastycznych, linorytów czy drzeworytów. W Poznaniu
zrobiła to Errata, również format zbliżony do A5 na grubym papierze
przypominającym blok techniczny. Czerwone litery na okładce i
wewnętrznie bardzo nierówny, częściowo niewidoczny druk, który w moim
egzemplarzu ktoś skwapliwie uzupełnił długopisem, zachowując kształt
liter. Jednak to, co czyni mój egzemplarz wyjątkowo cennym, to autograf
Zbigniewa Herberta na pierwszej stronie. Zapewne złożony przed 1986
rokiem, przed jego wyjazdem do Paryża.
Kolejne paryskie wydanie fotooffsetowe ukazało się w tym samym czasie.
Rok 1988 przyniósł wydany przedruk wcześniejszej kieszonkowej wersji
Oficyny Literackiej, tym razem przez Wydawnictwo Lubelskie NSZ.
Jakość trochę słabsza, ale zbliżona do wcześniejszego Oficyny Literackiej.
Następnie toruńskie wydawnictwo „to” wydało swoją wersję, które w
następnym roku powtórzyło. Tu za materiał do nadruku dla okładki
posłużył papier milimetrowy, a był to przedruk paryskiego wydania.
Rok 1989 to pojawienie się następnego wydania, tym razem przez Oficynę
Poetów w Gdańsku. Wydanie bardzo ciekawe z interesującą grafiką na
okładce.
Poza tym w roku 1984 wydawnictwo „W” z Warszawy opublikowało
wybór utworów z tego tomiku pod tytułem „Wiersze”. Zbliżony do A6,
scalony zszywkami z bardzo nierównie złożonymi kartkami, jednak liczyła
się zawartość.
A w tym samym roku, również wydawnictwo Krąg opublikowało zbiór
wierszy Herberta, który był faktycznie wyborem utworów z omawianej
książki, a dokładniej blisko połowy oryginalnej zawartości.
„Raport z oblężonego Miasta” stał się powszechnie znany, a pojedyncze
wiersze, pojawiały się w wielu publikacjach podziemnej konspiracji w całej
Polsce. W roku ukazania się, czyli w 1983 tom ten otrzymał Nagrodę
Kulturalną Solidarności.
Obok „Małej Apokalipsy” Konwickiego jest on uważany za najważniejsze
osiągnięcie prasy podziemnej.
Oczywiście nie tylko te wiersze były kolportowane w prasie niezależnej.
Jednak ten zbiór był powielany najczęściej.
TEATR NIEZALEŻNY
Poza tradycyjną, drukowaną formą, poezja Herberta ukazywała się w
przedstawieniach teatralnych, również podziemnych.
Spektakl pod tym tytułem w Poznaniu w 83 roku wystawił Teatr Ósmego
Dnia. Było to przedstawienie uliczne, ale po zakazie działalności, jaki
wydały władze, teatr od jesieni 1984 roku wystawiał swój spektakl na
dziedzińcach kościołów i klasztorów, od 1987 roku pokazywał go w Europie
Zachodniej, a w roku 1989 w Leningradzie.
Już w 1982 roku w listopadzie, Teatr Podziemny Stanu Wojennego
wystawił spektakl „Poezje Zbigniewa Herberta” w reżyserii i ze
scenariuszem Stanisława Olejniczaka. Przedstawienie było pokazywane w
kościołach i salach parafialnych.
W 1984 roku inny wiersz poety „Potęga smaku” dal tytuł spektaklowi, a
właściwie montażowi poetyckiemu zorganizowanemu przez
Duszpasterstwo Środowisk Twórczych w Łodzi, wg scenariusza Zofii
Ślewińskiej, a wystawianemu w kaplicy Św. Krzysztofa przy kościele
Jezuitów i w Akademii Muzycznej.
Podobnie inny ikoniczny wiersz „Przesłanie Pana Cogito” w tym samym
roku posłużył jako tytuł Zespołowi Ośrodka Duszpasterstwa
Akademickiego w Szczecinie o.o. Jezuitów, w spektaklu zorganizowanym z
okazji Dni Kultury Chrześcijańskiej.
W końcu 1984 odbył się w Gdańsku kolejny Wieczór Poezji Herberta, a w
1985 roku wrocławski NST (Nie Samym Teatrem) wystawił spektakl „Bądź
wierny, idź”, który następnie pokazywany był w ponad 20
miejscowościach, a w 1986 roku w Muzeum Archidiecezji
Warszawskiej i mieszkaniach prywatnych.
Życie kulturalne podziemia toczyło się głownie w takich miejscach i
cieszyło się olbrzymią popularnością, podobnie jak różnego rodzaju
koncerty, w dużym stopniu Przemysława Gintrowskiego.
POETA JAKO TEKŚCIARZ GINTROWSKIEGO
Popularność jaką cieszył się Herbert sprawiła, że jego wiersze zaczęły
funkcjonować również w formie utworów muzycznych. Śpiewane były
często i przez wielu artystów. Wykonywała je między innymi Antonina
Krzysztoń w pięknej aranżacji przedstawiając wiersze poety.
Jednak najbardziej kojarzonym wykonawcą poezji Zbigniewa Herberta
był Przemysław Gintrowski. Wspominałem już o tym.
Tak się składa, że pieśniarz był wielbicielem jego poezji już wcześniej, a
pojedyncze wiersze w latach 1979 – 1981 doczekały się kompozycji
autorskich Gintrowskiego, wchodząc do programów powstający w tych
latach i wykonywanych przez legendarne trio z Jackiem Kaczmarskim i
Zbigniewem Łapińskim.
Kiedy rozpoczął się Stan Wojenny, Przemysław Gintrowski koncertował
dalej w prywatnych mieszkaniach i kościołach, wykonując coraz więcej
utworów napisanych do poezji Herberta.
Kiedy w 1986 roku powstał nowy program pieśniarza naturalnym było, że i
w nim znalazły się wiersze poety. Wśród nich słynny Raport z oblężonego
Miasta, który stał się utworem tytułowym na wydanej kasecie
magnetofonowej powielanej w podziemiu. Gintrowski postanowił, że
zapyta się Herberta o zgodę na wykonywanie jego wierszy.
Choć faktycznie autor „Potęgi smaku” nie był, delikatnie mówiąc,
przekonany do takiej formy przedstawiania jego wierszy, to dał milczącą
zgodę Gintrowskiemu. Z czasem jednak nabrał bardziej życzliwego
stosunku do takiego sposobu przekazu, a poza tym cenił i lubił pieśniarza,
więc ich kontakt nie ograniczył się tylko to jednego spotkania, o czym
świadczy nie tyle słynna anegdota, czyli kartka w której poeta podpisał się
„Herbert tekściarz Gintrowskiego”, ale przeważnie niezauważany na
wspomnianej kartce pocztowej z wizerunkiem pomnika Chopina, dopisek
poety: „A może tak się spotkamy w okolicach Wielkie Nocy”.
Trzeba przyznać, że nie można nie przecenić wkładu jaki miał Przemysław
Gintrowski dla popularyzacji twórczości Zbigniewa Herberta. Dzięki
niemu, odbiór tej wybitnej poezji stał się jeszcze większy. Sam
zawdzięczam pierwszy kontakt z wierszami autora „Pana Cogito” właśnie
w latach 80tych, za sprawą wykonywanych przez Gintrowskiego pieśni.
Tak mówił w wywiadzie nagranym do filmu dokumentalnego „Potęga
smaku” z 1995 roku: „Na początku Stanu Wojennego to były całkowicie prywatne koncerty, w domach u ludzi. (…) Myślę, że to, że ja te wiersze śpiewałem, to że one miały melodię, to powodowało, że można było te wiersze łatwiej zapamiętać, a po drugie one się stawały bliższe ciału, że się tak wyrażę.”
Moim zdaniem jako kompozytor i wykonawca tych utworów, był
zdecydowanie najlepszym z interpretatorów tej poezji i wykonywane do
dziś w jego aranżacjach są najbardziej znane. Choć wśród
zarejestrowanych nagrań na tej płycie, są jedynie 4 wiersze Herberta, to
dały one całemu programowi wyjątkowy klimat. Budowały szkielet, na
którym cała reszta świetnych wierszy innych poetów pięknie się
skomponowała.
Doliczyłem się 4 wydań podziemnych kaset, wszystkie bardzo ciekawe jeśli
chodzi o okładki, bo czarno białe grafiki są małymi dziełami sztuki.
Tamta kaseta była w wersji okrojonej, ze względu na utwory które
wykonawca zmuszony był pominąć w oryginalnej wersji, ponieważ SB
groziła mu śmiercią, jeśli będzie wykonywał te najbardziej drażniące ich
piosenki.
Tak było do 1989 roku, a w 1990 wydana została oficjalnie płyta winylowa i
kaseta Przemysława Gintrowskiego. Również niepełna. Kompletne
wydanie płyty ukazało sie dopiero w 2021 roku wydane przez Radio
Rzeszów.
HAŃBA DOMOWA
Jednak pisarz nie ograniczał się tylko do wypowiadania się wierszem. Miał
swoje poglądy, które jasno wyraził.
W 1985 roku wydarzyła się bowiem rzecz bezprecedensowa, od której
zaczęły się pierwsze ataki na Zbigniewa Herberta.
Wtedy to Jacek Trznadel przeprowadził z poetą długi wywiad, który
miał być jedną z wielu rozmów z pisarzami w powstającej książce Trznadla.
Herbert tak opowiadał o tym, w wywiadzie telewizyjnym w latach 90tych,
którego fragmenty znalazły się w filmie dokumentalnym Jerzego
Zalewskiego „Obywatel Poeta”: „Więc jako ten autor, chciałbym się na początku przedstawić, że ja swoją sławę czy niesławę zawdzięczam Jackowi Trznadlowi, który zrobił ze mną
wywiad wydrukowany w prasie podziemnej – Kultura Niezależna – i w tym
wywiadzie ja powiedziałem wszystko to, czego przedtem nie mówiłem.
Dlaczego nie mówiłem? Z pewnej taktyki życiowej. (…) Dlaczego ja
napisałem tę brutalną wypowiedź? Napisałem ją dlatego … może lepiej
było napisać, że w pewnym okresie pewna grupa polskich pisarzy wydała
szereg utworów nie zawsze zgadzających się z ich (może) sumieniem. Ale że
oni mieli takie poglądy, potem zmienili poglądy. Tylko zmienili poglądy
najczęściej wtedy, kiedy nie można było już trwać w tych poglądach
stalinowsko totalitarnych. I to był mój zarzut. (…) Ja chciałem, miałem
małą – nie małą nadzieję, żeby pobudzić jakąś dyskusję. No nie udało mi
się.”
Sprawa dotyczyła oczywiście zaangażowania się literatów i intelektualistów
w budowę Polski Ludowej po II Wojnie Światowej.
Wywiad z Herbertem ukazał się w 1985 roku pod tytułem „Wypluć z siebie
wszystko”, właśnie we wspomnianej przez pisarza Kulturze Niezależnej.
Następnie przedrukowywany w innych pismach niezależnych i prasie
zagranicznej.
Jest to kolejny przykład na to, jak ważnym medium była prasa podziemna.
Ta rozmowa przeprowadzona przez Jacka Trznadla w Laskach, ukazała
się jako pierwodruk właśnie w drugim obiegu.
Następnie już pełna książka „Hańba domowa” wyszła w kolejnym
niezależnym wydawnictwie – Nowa i w Kulturze Paryskiej w tym samym
1986 roku.
Jak napisałem wcześniej, ten wywiad wywołał oburzenie w środowisku
literackim i był początkiem tego, co już w III RP przybrało często
obrzydliwy atak na Herberta, który w swojej publicystyce lat 90tych
poszedł jeszcze dalej w opiniach i osądach dotyczących początków
pokomunistycznej, a w przekonaniu pisarza postkomunistycznej Polski.
To wtedy, po kolejnym słynnym wywiadzie, tym razem w 1994 roku dla
Tygodnika Solidarność pt. Pojedynki Pana Cogito, podjęto bardziej
frontalny atak na pisarza, który jak pisałem zaczął się już wcześniej,
ponieważ Herbert jednoznacznie krytykował sposób w jaki buduje się
wolną Polskę w latach 90tych.
W wywiadzie radiowym mówił: „Ludzie pracujący na jakiś stanowiskach
decydujących, nie mogą być bezkarni, ponieważ oni popełnili jawne
zbrodnie. Mówię o sądach, o wymiarze sprawiedliwości w czasach
stalinowskich. To są ludzie którzy są wśród nas. W przeciwnym razie
wytworzy się atmosfera, że właściwie wszystko wolno(…) Żądanie
sprawiedliwości, to znaczy nie procesów, nie wieszania, ale jakieś
wyjaśnienie atmosfery i odpowiedzenia na bardzo zasadnicze, podstawowe
pytanie. Czy PRL to była Polska, czy nie była Polska. Ja odpowiadam,
że to nie była Polska i to budzi gniew i nienawiść tych wszystkich, którzy
współpracowali z reżimem i uważali, że była to kontynuacja z różnymi
załamaniami. Ale ja to odczułem – może to jest sprawa mojego pokolenia –
jako najazd i narzuconą władzę.”
Takie opinie sprawiały, że posunięto się do bardzo brzydkich metod,
wchodząc w sprawy zdrowotne i osobiste artysty. Oczywiście odnosiły się
również do wywiadu z Hańby domowej, które odrzucał autor tej rozmowy,
czyli Jacek Trznadel. W książce Joanny Siedleckiej „Pan od poezji”,
wznowionej i poszerzonej o kilka bardzo ciekawych rozdziałów, m.in. o
wspomnienia Trznadla, czytamy jego relację ze spotkania w Laskach
przedstawioną autorce, która zadaje kłam późniejszym sugestiom, lub
wręcz twierdzeniom na temat kondycji zdrowotnej Zbigniewa
Herberta: „Był w znakomitej formie intelektualnej.(…) Mówił mocnym, silnym
głosem, z werwą i precyzją, ostrym, polemicznym tonem, nie licząc się z
cenzurą i dyplomacją.
I to, co mówił i jak mówił, a wywiad był przecież improwizacją, świadczyło
o pełni jego sił twórczych. Nie pomyślałem nawet o jego depresji, na karb
której kładziono później wypowiedzi Zbyszka, nie przychodziło mi to w
ogóle do głowy. (…)
Moja rozmowa ze Zbyszkiem nie była z jego strony porywem chwili, włożył
potem dużo trudu, autoryzując wersję do druku, skreślając, dopisując.
Drukowana najpierw w «Kulturze Niezależnej», od razu zbulwersowała
środowisko. Zwłaszcza niekonwencjonalny ton Zbyszka – ostry,
polemiczny, pełen swady. Spowodowany, myślę, tym, że musiał mieścić się
dotychczas w formach wykutych, klasycznych i olimpijskich, gdy doszło
więc do pierwszej większej wypowiedzi osobistej, bezpośredniej, tamowana
fala pękła, wylało się, rzeczywiście wypluł z siebie wszystko.”
W taki oto sposób walczono z Herbertem deprecjonując jego aktywność
publicystyczną w drugim obiegu, atakując najpierw „w białych
rękawiczkach”, jak w filmie „Obywatel Poeta” mówił Antoni Libera, a z
czasem coraz frontalniej, zamilczając niewygodne wypowiedzi po roku
1990, które były przecież konsekwentnym stanowiskiem poety co do spraw
Polski i jej kształtu już jako III RP.
CENZURA BEZ CENZURY JAKO EPILOG
Działalność drugiego obiegu oczywiście była szersza i nie ograniczała się do
drukowania poezji, jednak Zbigniew Herbert był bardzo ważną postacią,
którego słowa nadawały prasie i wydawnictwom niezależnym dodatkowego
zasięgu, ponieważ jako znany i bardzo ceniony na zachodzie autor, już w
latach 60tych poważny kandydat do nagrody Nobla, budził jeszcze większe
zainteresowanie świata tym, co działo się wtedy w Polsce. Prasa podziemna
była przesyłana poza granice PRL, a tam tłumaczona i drukowana w
oficjalnych wydawnictwach. Szczególnie wywiad pt. „Wypluć z siebie
wszystko”, który był częścią książki Jacka Trznadla, doczekał się szerokich
komentarzy w środowiskach Polonii i nie tylko.
Tę skróconą historię prasy drugoobiegowej i ograniczoną do bohatera
tytułowego zakończyłem celowo już na latach w których ustała działalności
cenzury, aby pokazać, że nie trzeba było tej instytucji, by zamilczać i
dyskredytować niewygodnych świadków historii, mających inne zdanie od
tego przyjętego oficjalnie.
Zbigniew Herbert swoją postawą życiową, zaangażowaniem w działalność
opozycyjną zapłacił wysoką cenę. Był rozpracowywany przez tajne służby
niemal od początku kariery literackiej, od pierwszego wyjazdu za granicę
PRL, a szczególnie w latach 70tych i 80tych kiedy to SB mając podsłuch w
jego mieszkaniu, mogła wpływać na wszystkie jego działania i skutecznie
utrudniać mu życie. Ze zszarganymi nerwami wyjechał w 1986 roku do
Paryża, by powrócić do kraju w roku 1991. Czekała go jednak dalsza
walka o pamięć, sprawiedliwość i niezależność Polaków u progu
decydujących, czekających nas zmian. Miał coraz mniej czasu, chorował,
więc robił wszystko, by odmienić bieg rzeczy i pokazać rodakom
prawdziwe oblicze ludzi odpowiedzialnych za zakłamywanie
rzeczywistości. Za to, nawet po śmierci czekał go dalszy atak i próba
zakłamania jego intencji, która jednak się ostatecznie nie udała, bo
biografia Zbigniewa Herberta obroniła się przed zakusami manipulatorów.
Krzysztof Bagorski







