Utrzymuje szereg kontaktów z redaktorami czasopism zachodnich, wydawcami zagranicznymi z krajów kapitalistycznych oraz z ośrodkami dywersji ideologiczno-politycznej na Zachodzie. Znany jest z wielokrotnych inspiracji środowiska literackiego do wrogich wystąpień przeciwko polityce kulturalnej (…) aktualnie od kilku miesięcy przebywa w Austrii, podróżując również po innych krajach Europy Zachodniej, m.in. RFN, Belgii, Włoszech. Wygłasza odczyty, w których atakuje założenia ustrojowe PRL oraz podstawy sojuszu i współpracy z ZSRR”. Tak 23 marca 1976 r. uzasadniał potrzebę rozpracowania niepokornego poety Krzysztof Majchrowski, wówczas starszy inspektor Wydziału IV Departamentu III Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Od początku lat 70. Herbert kilkakrotnie uczestniczył w akcjach tworzącej się opozycji. Jesienią 1971 r. był jednym z inicjatorów i sygnatariuszy tzw. listu siedemnastu (petycji skierowanej przez osoby ze środowiska literackiego do ministra sprawiedliwości z apelem o złagodzenie kar dla członków niepodległościowej organizacji „Ruch”, skazanych w październiku 1971 r.). Według informacji MSW to właśnie Herbert miał się przyczynić do jej upublicznienia kilka miesięcy później, przekazując ją zachodnim dziennikarzom. W sprawę zwolnienia przywódców „Ruchu” angażował się poeta w kolejnych latach, m.in. na forum Związku Literatów Polskich. W 1974 r. ponownie był inicjatorem listu do Rady Państwa w sprawie ich ułaskawienia.

Herbert występował też w obronie braci Kowalczyków skazanych za wysadzenie w 1971 r. auli Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu w przeddzień uroczystości rocznicowych ku Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa. W roku 1973 na forum Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich przedłożył projekt listu „w obronie literatów podlegających niesprawiedliwym dyskryminacjom ze strony cenzury”. Rok później był współautorem tzw. listu piętnastu, którego autorzy domagali się od władz PRL, by wystąpiły o zwiększenie praw obywateli polskich zamieszkałych w ZSRR.

Najprawdopodobniej we wrześniu 1972 r. pisarz znalazł się pod stałą obserwacją SB. Interesowano się nie tylko jego twórczością czy aktywnością opozycyjną, ale także życiem prywatnym. Uwadze funkcjonariuszy nie uszły zatem „incydenty antypaństwowe” z jego udziałem.

I tak na przykład 21 grudnia 1973 r. SB odnotowała dwa takie wydarzenia: najpierw w sklepie spożywczym przy ulicy Chełmskiej naprzeciwko Wytwórni Filmów Dokumentalnych „znajdujący się pod wpływem alkoholu” (według oświadczeń świadków zajścia zachowanych w aktach rozpracowania pisarza) „zaczął szkalować partię za to, że doprowadziła swoją polityką do tego, że w sklepach nic nie ma, a ludzie muszą stać w kolejkach”. Następnie, wchodząc na teren wytwórni, podał się za wiceministra kultury i sztuki Tadeusza Kaczmarka. Został jednak „zdemaskowany” przez jednego z pracowników WFD, który był świadkiem incydentu w sklepie. Przy próbie wylegitymowania Herbert miał obrzucić nadgorliwego pracownika oraz komendanta jednostki zakładowej ORMO stekiem wyzwisk, nazywając ich m.in. szpiclami milicyjnymi i partyjnymi sługusami.

Incydenty te postanowiła wykorzystać SB, inspirując WFD, by wystąpiła o ukaranie Herberta do kolegium ds. wykroczeń, oraz by wystosowała pismo do ZLP z informacją „o nie licującym z postawą pisarza zachowaniu się” Zbigniewa Herberta. Ponadto funkcjonariusze SB mieli doprowadzić do orzeczenia przez kolegium kary dodatkowej, która przewidywałaby ogłoszenie na terenie wytwórni lub w prasie informacji o ukaraniu pisarza. Kolegium ds. Wykroczeń przy Urzędzie Dzielnicowym Warszawa Mokotów rozpatrywało sprawę trzykrotnie. Ostatecznie dzięki adwokatowi, który „wyłapywał wszelkie niedokładności w prowadzeniu sprawy” Herbertowi darowano karę na mocy ogłoszonej w tym czasie amnestii.

Funkcjonariusze MSW bacznie obserwowali Herberta również poza granicami kraju. W 1975 r., w związku z jego „wrogim” występem w telewizji austriackiej podczas dyskusji na temat moralności i prawa, śladami pisarza został wysłany Krzysztof Majchrowski. W telewizyjnym archiwum przesłuchał taśmę i potajemnie nagrał wypowiedź pisarza. Herbert mówił o postaciach, których postępowanie stało się symbolem dla świata, a obok Mahatmy Gandhiego i Daga Hammarskj?lda, wymienił czeskiego studenta Jana Palacha, który dokonał samospalenia w styczniu 1969 r. w proteście przeciwko wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji. To ostatnie nazwisko, według relacji funkcjonariusza MSW, miało zaskoczyć pozostałych dyskutantów oraz prowadzącego program, który był bardzo zdumiony odwagą Herberta. Poeta miał zareagować jedynie wzruszeniem ramion.

We wrześniu 1975 r. podczas seminarium w Berlinie Zachodnim na temat historii najnowszej pisarz, przebywający od kilku miesięcy za granicą, miał wystąpić jako „oficjalny przedstawiciel Polski” z przemówieniem ocenionym przez SB jako „wybitnie antypolskie”. Według relacji agentów Herbert powiedział, że „w nowoczesnych blokach w Polsce mieszkają wyłącznie funkcjonariusze partyjni”. Po tej wypowiedzi z Herbertem rozmawiał pracownik Misji Wojskowej PRL w Berlinie Zachodnim. Spotkanie nie przyniosło jednak rezultatów – w wypowiedziach poety ciągle przebijać miały akcenty antyradzieckie i antypartyjne.

Miesiąc po podpisaniu przez Herberta tzw. listu 59 z grudnia 1975 r., którego sygnatariusze protestowali przeciwko planowanym zmianom w Konstytucji PRL, MSW zaostrzyło działania przeciwko poecie. Objął go zakaz publikowania w środkach masowego przekazu – jego nazwisko trafiło na cenzorską listę proskrypcyjną. Ponadto SB „wykorzystując dostępne środki pracy operacyjnej” miała „podejmować działania zmierzające do izolacji [Herberta – GM] w środowisku i wytwarzania atmosfery potępienia”. Kilkanaście dni wcześniej, 29 grudnia 1975 r., sprawę Herberta zakwalifikowano do „operacyjnego rozpracowania”. Wydano także postanowienie o zastrzeżeniu wyjazdów do państw kapitalistycznych i Jugosławii do 1 stycznia 1978 r., ponieważ poeta „podjął wrogą działalność polityczną w środowiskach twórczych, w związku z czym zachodzi uzasadnione domniemanie, że podczas wyjazdu na Zachód może wspomagać ośrodki dywersji w akcji propagandowej przeciwko PRL”. W tym czasie Herbert przebywał na stypendium w Austrii.

Na początku 1976 r. funkcjonariuszom SB udało się uzyskać informację o problemach z dotrzymaniem warunków umowy zawartej z Wydawnictwem Literackim. Według źródła „K” (prawdopodobnie tajnego współpracownika lub tzw. kontaktu operacyjnego) poeta miał podpisać sześć lat wcześniej umowę na wydanie tomu wierszy i mimo pobrania zaliczki w wysokości 7 tys. zł, czyli 25 proc. umówionej kwoty, oraz ponagleń ze strony wydawnictwa, do połowy stycznia 1976 r. się z niej nie wywiązał. WL rozważało nawet wystąpienie na drogę sądową. W tej sprawie MSW zalecało funkcjonariuszom SB z Krakowa „dążenie do realizacji zamiarów Wydawnictwa Literackiego wobec figuranta”.

W połowie kwietnia 1976 r. Departament III MSW wystąpił o anulowanie zastrzeżenia wyjazdów zagranicznych oraz wydanie Herbertowi paszportu prywatnego, dzięki któremu mógł wyjechać do Holandii. Było to posunięcie taktyczne, gdyż SB była doskonale zorientowana, że Międzynarodowy Festiwal Poezji w Rotterdamie, w którym poeta planował udział, będzie poświęcony wolności kultury zarówno na Wschodzie, jak i Zachodzie, jednym z omawianych tematów ma być „gnębienie pisarzy”.

Dla SB ważniejsze było jednak pokrzyżowanie planów ekranizacji dwóch nowel Herberta przez Zespół Realizatorów Filmowych TOR. Otóż według zawartej w kwietniu 1976 r. umowy pisarz miał być obecny podczas zdjęć oraz „stawić się w Zespole na każde wezwanie”. Celem SB było zatem „uderzenie po kieszeni” Herberta. Według ustaleń MSW za ekranizację Herbert miał dostać 50 lub 100 tys. zł. Aby nie dopuścić do produkcji filmu, „poczyniono kroki w naczelnym Zarządzie Kinematografii i Przedsiębiorstwie Realizacji Filmów Zespoły Filmowe, zmierzające do ponownego rozpatrzenia celowości opracowania filmu w oparciu o nowele Zb. Herberta”. Zachowała się notatka z rozmowy przeprowadzonej w maju 1976 r. z dyrektorem Zespołów Filmowych, który miał stwierdzić, „że nie dojdzie do realizacji filmu z uwagi na interwencję w tej sprawie Ministerstwa Kultury i Sztuki”.

Ostatecznie Herbert wyjechał na festiwal w Rotterdamie, choć posłużył się nie paszportem służbowym, o który wnioskował, lecz prywatnym. Funkcjonariusze SB donosili, że recytował jeden ze swych wierszy, co miało być ukłonem wobec organizatorów. Odnotowano również jego wypowiedź, w której stwierdzał m.in., „iż oczarowanie Zachodem przeszło mu całkowicie i zdaje sobie sprawę, że to, co osiągnął i dokonał, rzeczywiście miało miejsce w kraju”.

Niezwykle ciekawa jest ocena festiwalu sporządzona przez polskie MSW: mimo że nie podejmowano na nim inicjatyw antysocjalistycznych miał on mieć „wymowę polityczną” ze względu na zaproszenie „poetów znanych z postaw opozycyjnych w krajach socjalistycznych”. Uwadze funkcjonariuszy SB nie umknął nawet taki szczegół związany z wyjazdem Herberta, jak fakt przelania 5 lipca 1976 r. na jego konto w jednym z zachodnioberlińskich banków 850 guldenów holenderskich przez dr. H. Proeme. Ponieważ SB nie była pewna pochodzenia tej sumy, zamierzano tę kwestię wyjaśnić po powrocie pisarza do kraju.

Na początku lipca 1976 r. SB postanowiła przystąpić do „opracowywania (czyli kontroli – GM) paczek zagranicznych” przychodzących do Herberta i jego żony Katarzyny. Zrezygnowano z tego najprawdopodobniej po niespełna roku, w kwietniu 1977 r.

Funkcjonariuszy SB interesowały wszystkie szczegóły dotyczące poety, nawet jego stan zdrowia. W połowie maja 1977 r. donoszono: „Od dłuższego czasu figurant skarży się na zły stan zdrowia, uniemożliwiający mu pracę nad książką, którą chciałby jak najszybciej zakończyć. Lekarz psychiatra, u którego Herbert zasięgał porady, radził mu poddać się tygodniowej obserwacji w szpitalu, a nawet doradzał zmianę pracy, np. zajęcie się malowaniem (…). Natomiast w środowisku uchodzi za człowieka ciężko chorego, znajdującego się aktualnie w stanie depresji, niezdolnego do zarabiania. W związku z powyższym przedsięwzięto nawet działania operacyjne, zmierzające do dalszej izolacji figuranta w środowisku”.

Obserwacji Herberta nie zaprzestawano nawet podczas wyjazdów za granicę na leczenie. „Zasadniczym celem pobytu Z. Herberta w Berlinie – pisano o jego wyjeździe w 1977 r. – jest kuracja w jednej z klinik psychoanalitycznych, jakkolwiek nie wyklucza się, że może prowadzić także działalność polityczną”. Zalecano zatem funkcjonariuszom polskiego wywiadu „zabezpieczyć dopływ informacji o zachowaniu się wyżej wymienionego podczas pobytu w Berlinie”. Obawiano się wciągnięcia pisarza przez działaczy opozycji „do negatywnych akcji politycznych”.

Informacje wywiadu były jednak uspokajające – poeta leczył się i pisał. Rozpracowujący go funkcjonariusze Departamentu III MSW raportowali zatem w lipcu 1977 r.: „W związku z tym, że Herbert nie angażuje się obecnie w działalność polityczną skierowaną przeciwko krajowi, poinformowano Departament I MSW (wywiad), że jesteśmy zainteresowani pozytywnym załatwieniem Herbertowi paszportu z ważnością do końca br.”. Na opinię „trójki” decydujący wpływ miała najprawdopodobniej argumentacja towarzyszy z „jedynki”: „W rozmowach stale powraca do spraw paszportowych. Przeciąganie wznowienia paszportu może komplikować sytuację. Pozytywne załatwienie neutralizuje niejako Herberta. Daje ponadto możliwość rozmów z nim z pozycji placówki – oficjalnej. Prosimy o podjęcie decyzji w sprawie przedłużenia paszportu dla H. Pozwoli to na uzyskanie określonych korzyści operacyjnych i stworzy podstawy do dalszego z nim dialogu”.

Według materiałów SB, z Herbertem utrzymywali kontakt funkcjonariusze wywiadu, którzy najprawdopodobniej podawali się za pracowników polskiej ambasady. Jak wynika z raportu pułkownika Henryka Wróblewicza, kontakty te udało się nawet przenieść „częściowo na grunt prywatny”. Miały one w zamyśle wywiadu służyć „kapturowemu uzyskiwaniu informacji o ośrodkach dywersji ideologicznej i elementach antysocjalistycznych w kraju”, umożliwić „neutralizowanie figuranta połączone z kontrolowaniem jego działalności” oraz „uzyskać atuty, które SB mogłaby wykorzystać przeciwko niemu w przypadku, gdyby po powrocie do kraju działalności swej nadawał formy agresywne, atakujące”. W tym ostatnim zamierzano pomówić go „o zażyłe kontakty z Placówką”.

Chodziło też o to, aby kontakty pisarza z funkcjonariuszami PRL-owskiego wywiadu odnotował kontrwywiad RFN, co – jak spodziewali się polscy agenci – postawi „przed tą służbą znak zapytania co do ich [kontaktów – GM] charakteru”. Dlatego podczas rozmów (osobistych i telefonicznych) z Herbertem „nie przestrzegano ściśle rygoru konspiracji”. Jednak, jak stwierdzano później, „w rozmowach H. zachowywał się naturalnie”, a „prowadzący rozmowy pracownik nie wychodził nigdy poza rolę pracownika Placówki”.

W czasie pobytu poety w Berlinie Zachodnim funkcjonariusze SB odnotowali jeden incydent „polityczny” z udziałem Herberta – podczas spotkania literatów z Dolnej Saksonii i Polski (styczeń 1978 r.) Herbert „będąc pod wpływem alkoholu, usiłował wywołać incydent z Michałem Misiornym, wyzywając go m.in. od politruków”. Co ciekawe, postępowanie poety usprawiedliwiano, stwierdzając: „Jego nieodpowiedzialne i prowokacyjne zachowania pozostają w ścisłym związku ze skłonnościami do nadużywania alkoholu (…) Herbert samokrytycznie podchodzi do swego postępowania po wytrzeźwieniu”. Funkcjonariusze SB zdawali sobie jednocześnie sprawę, że poglądy Herberta nie uległy zmianie, „że w pełni solidaryzuje się z działalnością i inicjatywami elementów antysocjalistycznych w kraju. Podkreśla realność postulatów opozycji i potrzebę ich wprowadzenia w życie w imię demokracji”.

Nic zatem dziwnego, że po uzyskaniu informacji o planowanym powrocie pisarza do kraju podjęto wobec niego „czynności operacyjno-techniczne”. W maju 1978 r. funkcjonariusz SB przeprowadził rozmowę z sierżantem sztabowym z XX Komisariatu MO Warszawa Mokotów, którego poinformował o zainteresowaniu SB poetą oraz określił „zadania dla funkcjonariusza MO (dzielnicowego) w zakresie zewnętrznej kontroli figuranta i jego rodziny”. Milicjant miał informować SB o wszelkich wydarzeniach związanych z Herbertem, wykorzystując przy tym fakt, że wraz z żoną pisarza działał społecznie w samorządzie mieszkańców. SB zleciła mu także kontrolowanie osób przebywających w mieszkaniu Herbertów pod ich nieobecność.

Ponadto zwrócono mu uwagę „na skłonności Z. Herberta do nadużywania alkoholu, na możliwość prowadzenia przez niego w samochodu w stanie nietrzeźwym”. Przyłapanie pisarza w stanie nietrzeźwym za kierownicą mogłaby później wykorzystać SB.

Na razie w MSW woleli jednak, aby pisarz przebywał za granicą. W listopadzie 1978 r. pisano: „W ostatnich latach, przed wyjazdem za granicę, był inicjatorem różnorodnych, szkodliwych politycznie akcji, podejmowanych przez grupę opozycyjnych literatów. Biorąc to pod uwagę nie jesteśmy zainteresowani szybkim powrotem Zb. Herberta do kraju”. Precyzowano jednocześnie zainteresowania SB wypowiedziami i opiniami poety na temat nielegalnych pism i opozycji w kraju, własnych planów twórczych i wydawniczych, kontaktów zagranicznych. Szczególnie interesowano się „zdarzeniami i faktami mogącymi kompromitować Zb. Herberta w tutejszym [krajowym – GM] środowisku twórczym”.

Dwa miesiące wcześniej, we wrześniu, polskiemu wywiadowi udało się uzyskać informację, że pisarz rozważa propozycję wyjazdu do Stanów Zjednoczonych i objęcia tam po Czesławie Miłoszu profesury na Uniwersytecie w Berkeley. Informowano centralę MSW, że wobec odmowy wydania paszportu wielokrotnego Herbert miał rozważać dwa warianty: w pierwszym miałby odmówić powrotu do kraju, w drugim chciał wywrzeć nacisk na władze PRL przez prasę zachodnią. Obydwu tych wyjść wolał jednak uniknąć. Informowano też, że „Herbert chciałby odwiedzać kraj, przewozić powoli swoje mienie (książki), następnie zatrzymać się w Berlinie Zachodnim przez około pół roku lub więcej, dla ukończenia książki o sztuce holenderskiej”. W tym przypadku intencje pisarza i polskiego MSW okazały się zbieżne. Obie strony wolały uniknąć rozgłosu. W efekcie Herbert uzyskał paszport uprawniający do wielokrotnego przekraczania granicy.

Po powrocie pisarza do kraju (styczeń 1981 r.) znów znalazł się pod stałą obserwacją. Szczególnie interesowano się jego kontaktami z zagranicznymi dziennikarzami i przedstawicielami polskiej opozycji. Na przykład w sierpniu 1981 r. uzyskano informację o wywiadzie, jakiego Herbert udzielił austriackiemu dziennikarzowi Wernerowi Factorowi. Ponieważ rozmowa była prowadzona w języku niemieckim, funkcjonariuszom Biura „B” MSW zajmującego się obserwacją nie udało się ustalić jej treści. Znacznie skuteczniejsza SB okazała się w marcu 1982 r., gdy poeta udzielił wywiadu innemu dziennikarzowi austriackiemu Brandlowi Helifriedowi. W aktach zachowała się obszerna relacja z tej rozmowy.

Uwadze SB nie uszła „wroga” postawa poety – kontakty z opozycją polityczną i potępienie działań władz PRL po 13 grudnia 1981 r. Sytuację Herberta pogorszyła publikacja przez Instytut Literacki w Paryżu utworów z tomu „Raport z oblężonego miasta i inne wiersze”. W październiku 1983 r. MSW ponownie postanowiło zastrzec Herbertowi możliwość wyjazdu za granicę, tym razem „do wszystkich krajów świata” na okres trzech lat. W uzasadnieniu stwierdzano m.in., że „postawa polityczna i działalność Z. Herberta może być źródłem manipulacji ośrodków dywersji politycznej na Zachodzie”, tym bardziej że „istnieje uzasadnione podejrzenie, że Z. Herbert w czasie pobytu za granicą będzie działać na szkodę interesów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej”.

Politykę paszportową wobec pisarza postanowiono złagodzić po dwóch latach w związku z jego zamiarem wyjazdu na zaproszenie siostry. Zgodę na jednorazowy wyjazd wydał zastępca szefa SB i dyrektor Departamentu III Henryk Dankowski, choć MSW posiadało informacje, że powody podróży zagranicznej są odmienne od deklarowanych przez poetę. Resort spraw wewnętrznych informował władze partyjne, że pisarz chce odebrać przyznane mu rok wcześniej nagrody pieniężne oraz przez kilka miesięcy zamierza prowadzić zajęcia jako profesor Uniwersytetu w Buffalo.

Zgoda na wyjazd Herberta okazała się z punktu widzenia władz posunięciem słusznym. Udało się bowiem pozbyć z kraju niewygodnego pisarza – nie powrócił on do końca lat 80. „Rozpracowanie” poety zakończono 23 października 1989 r. w związku z jego emigracją do Francji (od 1987 r. Herbert przebywał w Paryżu). Efekty działań SB określono w sposób następujący: „W czasie prowadzenia sprawy operacyjnego rozpracowania ČHerbÇ ustalono i potwierdzono kontakty Zb. Herberta z intelektualistami zamieszkałymi w kraju i za granicą prowadzącymi negatywną działalność skierowaną przeciwko ówczesnej polityce władz państwowych”.

Cała gama środków zastosowanych przez SB wobec pisarza (inwigilacja, podsłuchy, cenzura korespondencji, rozmowy profilaktyczne, „polityka paszportowa”) nie przyniosła spodziewanych efektów. Nadal bez odpowiedzi pozostaje jednak pytanie o przyczyny zasłabnięcia Herberta podczas XIX Zjazdu Związku Literatów Polskich w Poznaniu w lutym 1975 r., po którym wycofał się z aktywności na forum ZLP. Czy był to nieszczęśliwy przypadek, czy – jak twierdził wielokrotnie sam poeta – efekt działania Służby Bezpieczeństwa.

Grzegorz Majchrzak
/Tekst opublikowany w „Rzeczpospolitej” XI. 2004/