W jednym ze swoich ostatnich wierszy, „Brewiarzu”, pisał poeta:

Panie
wiem, że dni moje są policzone
zostało ich niewiele
Tyle żebym jeszcze zdążył zebrać piasek
którym przykryją mi twarz
nie zdążę już
zadośćuczynić skrzywdzonym
ani przeprosić tych wszystkich
którym wyrządziłem zło
dlatego smutna jest moja dusza

Czy te słowa zdołałyby wzbudzić choćby rumieniec wstydu u tych, którzy skazali kiedyś tego największego współczesnego poetę polskiego na tworzenie kultury narodowej w izolacji, potępieniu, zamknięciu mu dróg przekazu szeroko otwartych twórcom i piewcom socrealizmu. Herbertowi polityczny establishement w PRL-u wyrządził ogrom zła. To nie On miał przepraszać – to Jego należało przeprosić. Powódź artykułów, która przeszła przez polskie tygodniki społeczno-kulturalne i codzienną prasę po Jego śmierci nie stanowi przecież żadnego zadośćuczynienia. Kogo winić, że ten Książę Poetów, wierny do ostatniego dnia wyznawanym przez siebie wartościom, nie tknięty „ukoń-szeniem Hegla” nie otrzymał literackiej nagrody Nobla?

To nie Herbert miał zadośćuczynić „skrzywdzonym”. To Jego skrzywdzono. Przecież dopiero po jego śmierci nasz najbardziej europejski prezydent odznaczył Go Orderem Orła Białego, a przed Nim odznaczył tych, którzy byli światopoglądowo Jego antytezą.

W lipcu 1985 roku Herbert powiedział: „Ci, którzy przeżyli okupację sowiecką 1939-41 we Lwowie czy Wilnie, mieli po prostu pojęcie o systemie sowieckim… Tacy jak ja uważali, że rok 1945 to nie jest żadne wyzwolenie tylko po prostu najazd, dalsza, dłuższa, znacznie trudniejsza do przeżycia moralnego okupacja. Ja miałem doświadczenie lwowskie. Była to lekcja poglądowa, po której nie pozostały właściwie żadne wątpliwości co do zamiarów, koloru władzy i jej intencji… Ja jestem tym Polakiem prawobrzeżnym, wschodnim Polakiem, który właściwie wiedział o tym systemie wszystko w tydzień od wkroczenia armii-wyzwolicielki do Lwowa…” (zob. J. Trznadel. Hańba domowa. W-wa 1994, s. 173-74.). W trakcie tej długiej rozmowy z prof. Jackiem Trznadlem poeta oświadczył „Ja chyba umrę nie pogodzony ze światem, tak właśnie chciałbym umrzeć.”

To życzenie się spełniło. Herbert nie był pogodzony z III RP, nie uznawał „okrągłego stołu”, domagał się lustracji i dekomunizacji.

Pan Cogito był znakiem sprzeciwu w końcu XX wieku, wieku pełnego wojen, zbrodni i kłamstwa.

„więc nie wszystko
idzie dobrze
Czy Pan Cogito
nie tłumaczył
cierpliwie
że nie należało
podpisywać traktatu
ze złoczyńcą… „

pisał poeta w wierszu „Zaświaty Pana Cogito”. W ostatnim tomiku swojej poezji pt. „Epilog Burzy” są również wiersze poświęcone rodzinnemu miastu Herberta. Poeta urodził się we Lwowie w 1924 roku.

„W mieście kresowym do którego nie wrócę
jest taki skrzydlaty kamień lekki i ogromny
pioruny biją w len kamień skrzydlaty
W moim mieście dalekim do którego nie wrócę
jest ciężka i pożywna woda
kto raz d kubek z taką wodą poda
mówi – raz tu jeszcze wrócę… ”
(W mieście)

„Odbity w szybach
ucichły Lwów
spokojny
blady
świecznik łez… „

(Wysoki zamek)

lub:

” Tylko raz w życiu
udało się osiągnąć Panu Cogito
wyżyny mistrzostwa
W klasie pierwszej
szkoły podstawowej
świętego Antoniego
siedemdziesiąt lat temu
we Lwowie… „

(Pan Cogito. Lekcja kaligrafii)

Herbert był jedynym z poetów polskich, który mógł być dumny z tego, że nigdy nie napisał stów, których mógłby się wstydzić. Ilu literatów polskich mogło by się tym pochwalić?

Piękny duchem, olbrzymi talentem, polski, a zarazem europejski Pan Cogito urodził się pod lwowskim niebem. Lwów zaiste był przedziwnym miastem. W jego różnoetnicznej kolorowej przestrzeni, w jego glebie karmionej najżywotniejszymi polskimi sokami odnajdujemy ludzi pięknych duchowo, ludzi typu fidelis – wiernych Polsce, jej kulturze, idei braterstwa na tym pograniczu. Ale zagnieździły się tam też miernoty z duszą błazna, których działalność „literacka” kwitła we Lwowie duszonym totalitarnym systemem sowieckim w latach 1939-41.

Dziecko Lwowa – Pan Cogito, wielki metafizyczny poeta i myśliciel odszedł, bo jak pisał od pewnego czasu „nosił duszę na ramieniu gotową do odlotu”. Stał wiernie na szańcach – słowami i postawą bronił polskiej kultury, związanej z kulturą grecko-rzymską, którą znal i przywoływał w swoich utworach. Uniwersalizm Jego przesłania jest szczególnie czytelny w „Raporcie z oblężonego miasta” w którym odzywają się wyniesione w duszy lwowskie wspomnienia. Mimo, że nie nazwane wprost, stały się impulsem do wielkiego, poetyckiego wołania w obronie każdego miasta przed barbarzyńcami, bo „przez stepy ziemskie i niebieskie” pędzą Hunowie niszcząc po drodze wszystko. Problem kultury i zagrożenia jej przez barbarzyńców jest zresztą Jednym z głównych nurtów w twórczości Zbigniewa Herberta.

Ks. biskup J. Zawistowski swoje przemówienie nad trumną Poety, na którą spadły grudki ziemi z Cmentarza Orląt, rozpoczął tymi słowy: Pamięci świętej Czcigodny Panie Zbigniewie, Książę Polskich Poetów, Największy z Orląt Lwowskich z Białym Orłem spóźnionej nagrody.”

Przyjęcia tej nagrody z rąk Aleksandra Kwaśniewskiego odmówiła zresztą Żona Poety Katarzyna Herbertowa.

Po śmierci Herberta powstała olbrzymia pustka bo autorytetu moralnego Pana Cogito nikt dzisiaj w III RP nie zastąpi.

Danuta Nespiak