Gdyby ktoś poprosił mnie o wymienienie chwil, których żałowałbym, że ich nie przeżyłem, Herbertiada byłaby pośród nich. I to w czołówce. Herbertiada to (bez względu na ich oficjalne w niej funkcjonowanie) Kasia i Jacek. Ich trud, zapał, duch. Herbertiada to moje intymne chwile – powrót do aktorstwa po siedmiu latach przerwy monodramem „Ostatnie tango z Herbertem”.

Herbertiada wreszcie to wielkie zwycięstwo Herberta. Wcielenie Jego myśli w działanie artystów wielu dyscyplin.

Leżę teraz w szpitalu i umieram na starość.
Tu także ten sam niepokój, udręka.
Gdybym się jeszcze raz urodził może byłbym lepszy
Budzę się w nocy spocony. Patrzę w sufit. Cisza.
I znów – raz jeszcze – zmęczoną do szpiku kości ręką
odganiam złe duchy i przywołuję dobre”.

Herbertiadą Książę Poetów odgania złe duchy. I przywołuje dobre.