Wiele lat temu w szkole zawzięcie sprzeczałam się z przyjaciółką o to, kto powinien był dostać Nagrodę Nobla – Herbert czy Miłosz. Spór odszedł w niepamięć, a Herbert… Herbert został. Najpierw trudny dla mnie młodej, wraz z upływem lat coraz bardziej zrozumiały. Stał się dla mnie synonimem Lwowa, wyrazem najtrudniejszych epilogów burz i niewysłowionych tęsknot.
Kiedyś sądziłam, że wszystkie drogi prowadzą do Lwowa. W ostatnich latach przekonałam się, że… do Kołobrzegu. Dziękuję za to, że tutaj ma swoje miejsce Herbertiada – bo dzięki Kasi Pechman ożywa Herbert, a wraz z nim jego – mój – nasz Lwów.
W mieście kresowym do którego nie wrócę
jest taki skrzydlaty kamień lekki i ogromny
pioruny biją w ten kamień skrzydlaty
w moim mieście dalekim do którego nie wrócę
jest ciężka i pożywna woda
kto raz ci kubek z taką wodą poda
mówi – raz tu jeszcze wrócę
w moim mieście którego nie ma na żadnej mapie
świata jest taki chleb co żywić może
całe życie czarny jak dola tułacza jak
kamień, woda, chleb, trwanie wież o świcie
Elżbieta Lewak
aktorka z Lwowa, dziennikarka, nauczycielka