Odnajdźmy Polskę na mapie Europy i na chybił trafił wskażmy palcem jakiś punkt na jej obszarze. Ponieważ kraj ten jest mały, nasz palec może równie dobrze wylądować w Krakowie, gdzie Herbert studiował prawo, jak i w Warszawie, gdzie jako bojownik ruchu oporu walczył z hitlerowcami. A może było odwrotnie? A może i tak, i tak, skoro i tu i tu przez czterdzieści lat musiał zmagać się z monolitem komunistycznego państwa totalitarnego. Jedynym bezpośrednio związanym z naszym poetą miejscem, którego Twój palec nie odnajdzie na mapie Polski jest miasto Lwów, gdzie Herbert przyszedł na świat; pól wieku temu Związek Radziecki odebrał go Polsce.

Jakiego rodzaju poetą jest Zbigniew Herbert?

To poeta nadzwyczaj ekonomiczny. Nie ma nic z retoryki ani zaklęć w jego wierszach; ich budowa odznacza się wysoką funkcjonalnością: Herbert jest raczej dosadny niż „bogaty”. Ogólne wrażenie jakie budzą we mnie jego wiersze, to wrażenie figury geometrycznej o ostrych konturach ( Trójkąta? Rombu? Trapezu?) wtłoczonej w żelatynę mego mózgu. Jego wersy nie tyle się pamięta, co odnajduje zapisane w umyśle mocą ich chłodnej jak lód przejrzystości.

Herbert jest poetą niezwykłej konsekwencji etycznej, a to dlatego, że jego wiersze koncentrują się na przyczynie, a nie skutkach, które traktuje jako coś incydentalnego. I słusznie: objawy nie są przecież chorobą….

Urodzony w 1924 roku Herbert należy do tego pokolenia Europejczyków, którzy na własne oczy widzieli, jak ich ojczysty kraj doprowadzono do ruiny i rozmieniono na drobne, a raczej na ..ruble.

Nie ośmielam się zaglądać Herbertowi do duszy, ale nie zdziwiłaby mnie wiadomość, że myśli on czasem o sobie jako o kimś w rodzaju późnego Horacego – którego przypomina zarówno brzemienną zwięzłością swych strof, jak i umiejętnością wykraczania poza wiersz i spoglądania na to , co się w nim dzieje, niejako z zewnątrz.

To czyni poezję Herberta niezwykle doniosłą etycznie. Estetyczny ładunek jego wierszy dostarcza czytającym nie schronienia lecz oręża. A jednak sprowadzenie go do roli opozycjonisty, walczącego z najpotężniejszym systemem politycznego ucisku jaki znało nasze stulecie, byłoby krótkowzroczne. Jego prawdziwym wrogiem jest bowiem wulgarność ludzkiego serca, która zawsze fabrykuje uproszczoną wizję ludzkiej rzeczywistości. To zaś nieuchronnie wiedzie w najlepszym razie do niesprawiedliwości społecznej, a w najgorszym i znacznie częstszym – do utopii zamienionej w koszmar.

Wiersze Herberta ukazują, że większość naszych wierzeń, przedświadczeń i idei społecznych jest w złym guście, choćby dlatego, że żywimy je zawsze kosztem kogoś drugiego. Nic więc dziwnego, że pióro Herberta często przywołuje historię, nie tyle po to, by osądzać, lecz by nam pomóc w unikaniu klisz – gdyż historia tworzy również sztukę. Jeśli więc już koniecznie mamy powielać, to lepiej żeby nasze życie naśladowało sztukę niż odwrotnie. Albowiem historia, przy wszystkich swoich grzechach, jest matką kultury.

Herbert ma się rozumieć, jest niezrównanym ironistą. To nieuniknione, jeśli ktoś obiera sobie za temat ludzką historię czy dokładniej, ludzką tragedię. Jednakże ironia stanowi dla niego wentyl bezpieczeństwa, nie tyle dla jego zdrowia psychicznego, ile dla współczucia; gdyż tragedia człowiecza stale się powtarza. W istocie bardzo niewiele wierszy Herberta dotyczy jego własnego życia, jego osobistych strapień; bardzo niewiele z nich zaczyna się od „ja”. Herbert nie wydaje się być zainteresowany własną dolą i nie zamierza się nad rozwodzić. Jego wiersze mówią na ogół o innych, to znaczy….o nas.

W najczarniejszej godzinie tego narodu, wiersze Herberta pomogły Polakom odzyskać ludzką godność.

/wybrane za „Zeszytami Literackimi”/